Wyniki wyszukiwania dla hasła: chronione owady w Polsce

[...]

Nie sadzilem, ze mamy w tym zakresie az takie opoznienia... Tylko jak u nas
zacznie sie dyskusja, to moze to jeszcze troche potrwac. Nigdy nie wiadomo,
ile czasu uplynie, zanim w tych ministerstwach ktos wpadnie na to, zeby do
dyskusji jakichs fachowcow zaprosic, a potem i tak ich opinie zignoruja.
Najlepszym przykladem jest projekt ostatniej zmiany w liscie gatunkow
chronionych, gdzie pewien chrzaszcz znalazl sie dwukrotnie, pod
obowiazujaca
nazwa i starym synonimem...



Natomiast jesli chodzi o FE to niestety panowie i panie pijace kawe w
ministerstwach roznej masci beda musial wykazac ruchy i operacyjnosc w
zwiazku z UE. Wydaje mi sie ze jakies przepisy unijne wymagaja ujednolicenia
procedur kryminalistycznych. Jesli chodzi o opoznienia to na dokladke powiem
ci ze osobiscie znalazlem 2 polskie publikacje na ten temat a raczej wzmianki
tj. rozdzial owady w medycynie sadowej w ksiazce zarys entomologii
parazytologicznej i artykul w kwartalniku sadowo-kryminalistycznym ktory byl
niemal zywcem przepisanym rozdzialem tej ksiazki. To jest to pokazny dorobek,
z tego co wiem to wiecej publikacji polskich nie ma a i te obarczone sa
bledem gdyz nie zawsze tak jest jak sobie pan Piotrowski wymyslil.

pozdro

michal



"Budowa mostu autostradowego na Rędzinie rozpocznie się dopiero jesienią. Firma Mostostal, która w maju podpisała umowę na realizację inwestycji, kończy na razie projekt przeprawy. Musi też czekać do września, by przenieść chrząszcze z terenu przyszłej obwodnicy.
Żeby wybudować most, trzeba będzie wykarczować około 6 ha Lasu Pilczyckiego. Wśród drzew przeznaczonych do wycięcia są też takie, w których żyją kozioróg dębosz i pachnica dębowa. - To cenne gatunki chrząszczy - mówi Mirosław Okińczyc z firmy Akszak Consulting, która przygotowała raport oddziaływania na środowisko projektowanej Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. - Owadów tych jest stosunkowo dużo w Polsce, ale tylko w Polsce. Dlatego Europa życzy sobie, żeby je chronić.

Chrząszcze zamieszkują czternaście drzew na trasie przyszłej obwodnicy. - Teraz jest okres lęgowy tych owadów. Dlatego drzewa będzie można wyciąć dopiero we wrześniu, by przenieść je wraz z chrząszczami dalej od trasy - mówi Joanna Wąsiel, rzeczniczka Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad..."
http://miasta.gazeta.pl/w..._obwodnicy.html

Jak takie mądre ekologi z Pracowni to niech mnie rozwiążą zadanie z dwiema niewiadomymi: w przypadku niszczenia zabytkowego drzewostanu dębowego przez chronionego prawnie owada co należy ratować - dęby czy owada?

Masz na myśli pewnie kozioroga dębosza Trzeba chronić tego owada, w końcu coś za coś. Dębów w Polsce jest sporo,a tego owada za dużo nie ma.

Skoro konserwator przyrody się zgodził, to wina idzie wyżej...

Z drugiej strony to myślę, że lepiej jak taki student kupi sobie okazy na zaliczenie od kogoś kto się zna na owadach niż sam sobie nałowi wszystkiego co ma tylko 6 nóg nie patrząc na to czy sa to gatunki rzadkie lub nawet chronione.
Tego wątku zabrakło w moim elaboracie, więc teraz to nadrabiam. Ja uważam, że lepiej niech sam złapie. Prawdopodobieństowo jednak, że złapie rzadki gatunek jest naprawdę nikłe dlatego, że te gatunki właśnie ... są rzadkie. Aby je znaleźć, trzeba na ogół mieć wiedzę na temat ich biologii. Jeśli nieświadomie trafi się chroniony gatunek, to cóż - na błędach też się uczymy. Poza tym pojedynczy okaz pospolitego gatunku biegacza, czy trzmiela (rodzaje chronione) nie wyrządzi przyrodzie żadnej szkody. Co prawda nie wiem, po co je w ogóle łapać - są łatwe do rozpoznania i nie są szkodnikami. Takie przypadki można jednak praktycznie wyeliminować zapoznając się z wyglądem gatunków chronionych - w Polsce jest ich naprawdę niewiele.


Jestem w stanie przyjac argumentacje ,,dluzszych serii" ale idac na pewne tylko ustepstwa takie jak zbieranie do powiedzmy 10 okazow.
Wiem ze nie jest wcale latwo doprowadzic do eksterminacji danego gatunku ale sami przyznacie, ze zainteresowanie budza raczej gatunki rzadko spotykane i na C.rubra znajde duzo mniej chetnych niz na M.urussovi prawda???
I nie mozemy mowic jedynie o rzadkich zerdziankach ww. ale wielu gatunkach. Stad wlasnie stad moja niechec do wyzbierywania wszystkiego. Niestety wszyscy doskonale zdaja sobie sprawe, ze najbardziej poszukiwane gatunki znajduja sie na liscie gatunkow chronionych. Bo to logiczne ze jesli nie wybitnie pozyteczne a znajduja sie na listach gat. chronionych to MUSZA BYC RZADKIE. Stad zaczynaja sie schody, chyba ze pozyskujemy chronione gatunki zgodnie z prawem i zezwoleniami i odnosi sie to do MARTWYCH OKAZOW. A co martwe to czesto uszkodzone, a uszkodzone nie zainteresuja nikogo ot BLEDNE KOLO -
Podam temat - nawiazujacy, L.cervus w niektorych regionach europy uwazany jest za szkodnika i nie podlaega ochronie. Otrzymuje taki okaz z zagranicy wprowadzam martwy co prawda okaz na terytorium kraju w ktorym JEST CHRONIONY do Polski. Chcac uniknac korowodow nikomu nie zglaszam i jak wyglada moje oblicze w swietle prawa???
Ktos zalozmy rewidujac moj zbior znajdzie okaz niby zaetykietowany ale........nie zgloszony
i co dalej??????/
Tyczy sie to wymiany owadow, czy powienienm zarejestrowac dodatkowo ten okaz czy nie???

Hmmm ja juz fizycznie zmienic tematu nie moge ale mozze mod albo sam admin????
Hmm co do zywolowek i gryzoni, co robicie po odlowie i/lub pozyskaniu gryzonia z sama skora??? Interesuja mnie pasozyty zewnetrzne...WSZYSTKIE ale ad rem, sa odcienie szarosci jako i zdarzaja sie pozyskiwania owadow martwych tudziez potopionych nawet chronionych. Byla amnestia mozna bylo zglaszac zbiory - mozna i bylo ale ILE OSOB ZGLOSILO??? Ile osob w obawie przed najazdami takich i owych przemilczalo fakt posiadania w zbiorach okazow stricte chronionych??? Poruszalismy ten temat na forum Jacka Kurzawy, wielokrotnie i ilu uczestnikow tyle pogladow na temat. Wychodzac od tej rejestracji, wszystko zaczelo sie psuc, wlasnie od poczatku wejscia do UE. NIe psiocze na UE tylko owie, ze wiele przepisow zostalo sztucznie implantowanych na grunt polski zgola nieprzychylny wszelkim nowosciom. Pracuje w pionie ochrony zdrowia zwierzat w Inspekcji Wet. i wiem doskonale ile nbalaganu sie narobilo w zwiazku z rejestrowaniem urodfzen zwierzat z listy CITES i ich rejestracji, tudzie zpotwierdzen urodzenia w niewoli. Zaczelismy wymagac jak Unici nie majac dostosowanych wewnetrznych przepisow. Balagan
oj nie klei mi sie wypowiedz
pozniej dokoncze

Aby była pełna jasność w kwestii motyli w moim brzuchu, pozwolę sobie po krótce scharakteryzować tego zamieszkującego w moim:

Zmierzchnica trupia główka (Acherontia atropos)
Mimo ponurego nazewnictwa, trupia główka jest owadem o niezwykle interesującej biologii i zachowaniu, a jego obserwacja w Polsce wymaga raczej sporo szczęścia. Chitynowy pancerz i futerko skutecznie chronią trupią główkę przed atakiem 'predatorów'.

Prawdziwa piękność w Tobie zamieszkuje Duende:



Zresztą - co się dziwić, skoro już za młodu urody nie brakowało ?



trupia główka jest owadem o niezwykle interesującej biologii i zachowaniu, a jego obserwacja w Polsce wymaga raczej sporo szczęścia.


I to właśnie JA będę jednym z tych szczęściarzy, którym się to uda
Na dodatek w lutym
Księgo Guinnessa - szykuj się

Chitynowy pancerz i futerko skutecznie chronią trupią główkę przed atakiem 'predatorów'


Wezmę delikatną szczoteczkę do czesania futerka, to może się ta piękność zdecyduje ukazać zebranym...

A jak nie - Bros przyniesie torbę pocisków AP, pół kilo gwoździ i młotek

uż w kwietniu może się okazać, że w Polsce liczba rodzin pszczelich spadła nawet o połowę. - Ostatnie informacje, które krążą po Polsce mogą wskazywać, że mogą w tym roku być bardzo duże straty w pszczołach - nawet 60 proc. - mówi Agencji Rolnej TVP Paweł Chorbiński z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Pod koniec ubiegłego roku z różnych zakątków kraju, a co najdziwniejsze, nawet z ekologicznie czystych terenów, zaczęły napływać informacje o masowym ginięciu pszczół. Owady wylatywały z ula, traciły orientację, i nigdy już do niego nie wracały.

Podobna sytuacja miała miejsce we Francji i Niemczech. Tam też masowo ginęły pszczoły. Okazało się, że zabójca pszczół jest imidakloprid - składnik miedzy innymi zaprawy nasiennej do ochrony buraków cukrowych. Na naszym rynku są produkty zawierające w swoim składzie tę zabójczą substancję We Francji i w Niemczech zadziałano szybko. Preparaty wycofano, a pszczelarze dostali wysokie odszkodowania. U nas niestety, nie jest już tak łatwo - podaje Agencja Rolna TVP.

Jest podejrzenie, że środek szkodliwy dla pszczół przechodzi do cukru. Normy dla człowieka są znacznie wyższe, stąd trudno na razie cokolwiek udowodnić. Apele Polskiego Związku Pszczelarskiego pozostają bez echa. Tymczasem pszczoły słabną nadal. Szczególnie te, karmione cukrem.

.
Sokół skalny (Falco eleonorae) - średni ptak drapieżny z rodziny sokołowatych, zamieszkujący basen Morza Śródziemnego, atlantyckie wybrzeże Afryki oraz brzegi Morza Czerwonego. Zimuje na Madagaskarze. Do Polski zalatuje wyjątkowo (stwierdzony 10 razy).

Cechy gatunku
Obie płci ubarwione jednakowo, ale samice są nieco większe od samców. Wierzch ciała łupkowoszary, spód brązowy z ciemnymi podłużnymi plamkami. Dziób czarny, nogi żółte. Ogon dłuższy niż u innych sokołów, skrzydła długie i smukłe. Występują dwie odmiany barwne: ciemna, prawie czarna, oraz znacznie częstsza jasna - z ciemnym "wąsem" na jasnych policzkach i wyraźnie kreskowanym spodem ciała.

Wymiary średnie
dł. ciała ok. 40 cm
rozpiętość skrzydeł 85 - 105 cm

Biotop
Nadmorskie klify i skaliste wysepki.

Gniazdo
Na półce skalnej. Gniazduje kolonijnie.

Jaja
W ciągu roku wyprowadza jeden lęg w roku, składając do 4 jaj w lipcu - wrześniu.

Pożywienie
Owady i małe ptaki, łapane przede wszystkim o świcie i zmierzchu. Specjalizuje się w polowaniu na migrujące ptaki (zwłaszcza podczas przelotów jesiennych, kiedy karmi swoje pisklęta).

Ochrona
Gatunek chroniony.

Opis zaczerpnięto z Wikipedii

.
Kaniuk (Elanus caeruleus (Desfontaines, 1789)) - średni ptak drapieżny z rodziny jastrzębiowatych, zamieszkujący w zależności od podgatunku:

Elanus caeruleus caeruleus - Półwysep Iberyjski, niemal cała Afryka i południowo-zachodnia Arabia. Sporadycznie pojawia się w Europie Środkowej - w Polsce obserwowany jeden raz.
Elanus caeruleus vociferus - Pakistan, Chiny, Półwysep Indochiński i Półwysep Malajski.
Elanus caeruleus kypoleucus - Filipiny, Jawa, Borneo i Sumatra.
Elanus caeruleus wahgiensis - Nowa Gwinea.

Cechy gatunku
Obie płci ubarwione jednakowo. Dość duża, w stosunku do reszty ciała, głowa. Wierzch ciała jasnoszary, spód i ogon biały, skrzydła czarne. Dziób ciemny, nogi żółte, ogon z lekkim wcięciem. Oczy czerwone, nad nimi czarna brew.
Lata lekko, często szybuje ze skrzydłami uniesionymi w kształcie litery V lub też zawisa w powietrzu. Przesiaduje na gałęziach i drutach.

Wymiary średnie
dł. ciała ok. 33 cm
rozpiętość skrzydeł ok. 80 cm
waga ok. 230 g

Biotop
Tereny otwarte z pojedynczymi drzewami.

Gniazdo
Na drzewie.

Jaja
W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając 3 do 5 jaj o wymiarach 39 x 31 mm. Lęg jest na północy wyprowadzany wiosną, lecz na południu zależy od ilości pokarmu.

Wysiadywanie
Jaja składane w odstępach 2 do 3 wysiadywane są od zniesienia pierwszego jaja przez okres 25 do 28 dni przez samicę. Pisklęta opuszczają gniazdo po 35 - 40 dniach.

Pożywienie
Drobne gryzonie i owady.

Ochrona
Chroniony.

Tekst zaczerpnięty z Wikipedii

Błotniak stepowy (b. blady, b. biały) (Circus macrourus) - duży, wędrowny ptak drapieżny z rodziny jastrzębiowatych, zamieszkujący pas eurazjatyckich stepów. W Polsce pojawia się regularnie, choć bardzo nielicznie, podczas przelotów w kwietniu - maju i wrześniu - październiku. Zimuje na Bałkanach, Bliskim i Dalekim Wschodzie, Indiach i w Afryce.

Cechy gatunku

Podobny do błotniaków: łąkowego i zbożowego, ale czarne końce skrzydeł o kształcie bardziej zaostrzonym. Samiec mniejszy od samicy, o jasnosinym wierzchu ciała, białym spodzie, czarnym dziobie i żółtych nogach. W przeciwieństwie do innych błotniaków nie ma ciemniejszej głowy. Samica jest większa, ma brązowy wierzch ciała i rdzawy spód z podłużnymi kreskami, głowę z wyraźną szlarą.

Wymiary średnie

dł. ciała ok. 43 - 53 cm
rozpiętość skrzydeł 100 - 120 cm
waga ok. 310 - 550 g

Biotop

Stepy i pola uprawne.

Gniazdo

Na ziemi, w trawie.

Jaja

W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając w końcu maja 4 do 5 bladoniebieskich jaj.

Wysiadywanie

Jaja wysiadywane są przez okres 28 - 30 dni. Pisklęta opuszczają gniazdo po 35 - 40 dniach.

Pożywienie

Drobne kręgowce i owady (głównie prostoskrzydłe).

Ochrona

Gatunek chroniony.

opis zaczerpniąty z Wikipedii

Tym razem ja się nie zgodzę z tezą:
Na moment wrócę jednak do pkt. 1 zadając retoryczne pytanie: jaka jest w Polsce znajomość chronionych gatunków zwierząt i efektywność ich ochrony, skoro taki gatunek jak biegacz skórzasty nie jest powszechnie rozpoznawany?


Wydaje się, że generalnie jest on rozpoznawalny przez większość, choćby tylko z lekka interesujących się owadami. Nie wymagajmy jednak powszechnej znajomości biegaczy, bo to tak, jakby od każdego wymagać biegłości, powiedźmy... w wykonywaniu małych zabiegów chirurgicznych - w sumie też niezbyt skomplikowana kwestia, a o ile bardziej przydatna!
Tu poszło raczej o podgatunki biegacza skórzstego - a to już nieco bardziej zawiła materia!

PS. Ja na pewno nie jestem na bieżąco, więc proszę o rozszyfrowanie skrótów, o ile to możliwe:

Polecam lekturę 2 wydania tomu 2 FHL str. 36, CPC - t. 1 str. 186 - 187 oraz KfP - t. 2 str. 20 - 22.

proszę sobie wyobrazić wyjęcie spod ochrony np. Niepylaka apollo ! Całe rzesze kolekcjonerów podążyłyby w kierunku stanowisk aby włączyć ten gatunek do kolekcji, dla handlarzy też byłby to łakomy kąsek. Populacja przetrwała by może 2-3 lata.


Az sie boje odezwac, zeby znowu ktos nie zaczal "chylic przede mna czola", jezu, zupelnie jak w Japonii ;-)

Grzegorzu, to co napisales wyzej to jest jedna z rzeczy, ktore wydaja sie dosc naturalne. Ja to widze tak - gatunki takie jak niepylak, jelonek, koziorog, a pewnie znalazloby sie kilka innych, sa mozliwe do rozpoznania przez "zwyklych ludzi". O ile sa one faktycznie u nas rzadkie, to niech sobie beda w rozporzadzeniach. Kolekcjonerzy (nie handlarze) nie ucierpia na tym w zaden sposob, sytuacji tych gatunkow moze to jakos specjalnie nie zmieni, ale ma, nazwijmy to, duza moc edukacyjna. Chodzi mi o to, ze duze, ladne, chronione owady sa czesto jedynymi pojawiajacymi sie na obrazkach w podrecznikach, one musza byc w jakis sposob "specjalne", zeby zainteresowac chocby dzieciaki. Wiec niech sobie beda chronione. To sa gatunki, o ktorych sporo wiemy, ich liczebnosc w Polsce daje sie sensownie okreslic i monitorowac, sa one zauwazalne i pozostaja w pamieci, ich identyfikacja nie powinna stanowic duzego problemu dla przecietnego lesniczego. I w zasadzie nic wiecej z owadow nie warto obejmowac ochrona, nadmiar pieniedzy lepiej przeznaczyc na badania faunistyczne, zachecac amatorow do publikowania informacji o gatunkach z ich (naszych) zbiorow (bo Wiadomosci Entomologiczne w tej chwili to... szkoda gadac). A i tak ochrona owadow musi byc realizowana na poziomie srodowisk, wszyscy o tym wiemy.
pozdrawiam,
Pawel

... nadmiar pieniedzy lepiej przeznaczyc na badania faunistyczne, zachecac amatorow do publikowania informacji o gatunkach z ich (naszych) zbiorow (bo Wiadomosci Entomologiczne w tej chwili to... szkoda gadac). A i tak ochrona owadow musi byc realizowana na poziomie srodowisk, wszyscy o tym wiemy.


Moją intencją nie było pokazanie, że należy chronić gatunki "ślepo", ale to, że niektóre z nich wymagają szczególnego podejścia, co zresztą dobrze ująłeś w swojej wypowiedzi. Pod powyższym cytatem podpisuję się obiema rękami. Sam biorę udział w badaniach faunistycznych Lepidoptera ("Wykaz rozmieszczeniowy motyli Polski 2001-2010") i wiem jak pożyteczna była obejmująca lata do 2000 r. poprzednia checklista. Porównanie jej z tą, która teraz jest tworzona pozwoli na realną ocenę tego, co zmienia się i w jakim kierunku.
Osobiście ochroną objąłbym najwyżej kilka gatunków motyli, reszta moim zdaniem jest pozbawiona sensu i poza zapisem na papierze niczego nie zmieni. Ale trzeba pamiętać, że jednak prawo jest prawem. Pozdrawiam.

Zaraz, zaraz .... :)))
Chyba pisałem zbyt długo i nieprzejrzyście. Powtórzę więc, że problemem dzisiaj staje się właśnie koncesjonowanie dostępu do zasobów przyrody. Ja coraz częściej spotykam się z różnego rodzaju przeszkodami, kłopotami i drobnymi nieprzyjemnościami podczas łapania owadów w Polsce.

Nadmierne rozbudowywanie listy owadów chronionych jest jednym z takich drobnych kłopotów i ja nie widzę powodów do nadmiernego rozbudowywania tej listy.

Muszę przyznać, że samo wywołanie tematu "pozwoleń" na łapanie owadów może zostać zrozumiane prze kogoś (np. jakąś instytucję) jako pretekst do ograniczenia możliwości łapania owadów innym. Moja intencja była inna. Chodziło mi raczej o wypracowanie jakiegoś stanowiska czy deklaracji, która wspierałaby entomologów faunistów. Niestety obawiam się jednocześnie, że za niedługo możemy natknąć się na zakaz łapania owadów przez osoby działające poza strukturami nauki.
Jak na razie moje czarnowidztwo się nie sprawdza i oby tak dalej :))

Jacek Kalisiak

1. to NASZA i wyłącznie nasza wina że społeczeństwo traktuje robaki jak traktuje

Masz rację, z bliskiego podwórka: lasy robią akcjepromujace budki dla ptaków, dla nietoperzy, a owad zawzyczaj jest postrzegany jako wróg (listy gończe itp.)

3. każdy kto był w Pradze wie że większość gatunków z TOPU - pochodzi z hodowli

Nie wiem, co am hodowla do dostepnosci owada cały rok, z wyjątkiem żywych, a takich na mało, co sprzdają żywe
2. bezsenem jest obejmowanie ochroną gatunków, które rozpoznaje kilkanaście osób w Polsce - co chronimy przed samym sobą????

Tak, własnie przed samym sobą, nie każdy jest uczciwy (nie twierdzę, że ja jestem)
Co do samej rzadkości - co to znaczy rzadki w kraju???? czy była zrobiona kompleksowa inwentaryzacja całego kraju???

O rzadkości też wiele rozmawialiśmy.
Inwentaryzacja gatunków z N2k była. Publikacje też są i czerwone księki.
Nie zgadzam się,z e powinniśmy chronic jedynie znane i łatwo rozpoznawalne gatunki owadów. Przykładowo straż leśną,straż parków, celników można preszkolić w gat. chronionych, tak jak to jest w przypadku innych grup zwierząt.

Mateusz, ja nie wiem czy brniesz w ślepą uliczkę. Naprawdę nie jestem złośliwy. Widzisz ja studiowałem matematykę teoretyczną, bo tak jakoś miałem do tego naturalne skłonności. I tak jest z dyskusją o ochronie owadów, że uważam za bezcelowe dyskutowanie przed powiedzeniem sobie jasno, o czym będziemy dyskutować i po co. Dyskutowaliśmy o tym wielokrotnie i wielokrotnie takie dyskusje się będą pojawiać, nie ma w tym nic złego. Ja tylko zaczynam tęsknić za efektem takiej dyskusji.

Zaczynam podejrzewać, że na listy gatunków chronionych proponuje się takie jakieś ładne, kolorowe i żeby miały z 1 cm wielkości, bo o innych to z urzędnikiem nie pogadasz. Jak ma niej niż 1 cm to w ogóle uda, że czegoś takiego nie ma!

PTE organizuje cykl „Ochrona owadów w Polsce”. Może ukazały się drukiem jakieś materiały, gdzie ktoś wyłuszczył cele nadawania statusu „chroniony” i podał kryteria, jakie musi spełniać gatunek, aby rozważać jego ochronę? A my tu bijemy pianę?

Im więcej owadów będzie chronionych prawem to tym łatwiej będzie ustanawiac tereny chronione w miejscu ich występowania. Dużo łatwiej to zrobic w przypadku motyli i takie rezerwaty już są.
Ale dajmy n.p. E. borealis - utworzyc rezerwat w miejscu jego występowania??? Musiałby to byc nowy typ rezerwatu - ,,rezerwat kroczący" (razem z gatunkiem) bo biotop w którym on występuje zmienia się wraz ze wzrostem świerczyn.W przypadku tego gatunku jak i wielu innych z P. Biał. tylko utworzenie na całym jej obszarze Parku Narodowego będzie miało sens przy ochronie tych gatunków.
Projektowany rezerwat przyrody na torfowisku węglanowym Zawadówka. Występuje tam sówka Xylomoia strix i jest to jej jedyne znane stanowisko w kraju. Wyłapałem tam kiedyś 1/4 znanej populacji tego gat. bo złapałem czwarty okaz w Polsce i nikt go już potem tam po mnie nie stwierdził.Czy popełniłem zbrodnię w świetle tego? Po dwóch latach od tego zdarzenia gatunek ten został objęty ochroną. Czy był sens obejmowania go ochroną??? Ja uważam, że jak najbardziej ponieważ będzie to jeszcze jeden powód do tego żeby ten rezerwat tam powstał a jak drogocenne ma inne walory przyrodnicze to wszyscy wiedzą.
Takie jest moje proste i nienaukowe myślenie o ochronie gatunków - brac gatunki flory i fauny pod ochronę żeby chronic teren na którym występują.

Jeszcze nie przebrzmiała radość niektórych kolekcjonerów z powodu zniesienia ochrony pazia królowej, a tutaj postuluje się zniesienie kolejnych i to w sytuacji dramatycznego zaniku bioróżnorodności i siedlisk.

Z tą radością z powodu zniesienia ochrony pazia królowej to chyba przesadziłeś. To już ponad piętnaście lat - a "wrzucenie" wtedy pazia królowej na listę gatunków chronionych świadczyło o delikatnie mówiąc źle przygotowanej liście gatunków zasługujących na ochronę. Znalazłoby się (już wtedy) co najmniej kilkanaście gatunków motyli dziennych, którym ochrona by się bardziej przysłużyła.
A jaka jest wizja ochrony owadów - cóż, pewnie tyle wizji, ilu dyskutantów
W cytowanym Twoim fragmencie piszesz właśnie o zaniku siedlisk - i tu jest odpowiedź. Bez ochrony siedlisk nie zrobi się nic. I cóż z tego, że mamy pachnicę pod ochroną, jeśli będziemy kosić dziuplaste drzewa?! Jeśli działa skuteczny program ochronny jakiegoś gatunku, to musi być powiązany z ochroną siedlisk. Nie sztuka hodować apolla i wypuszczać go w Pieninach jeśli to nie będzie powiązane z utrzymaniem kseroterm na danym terenie.
Minois dryas - i jego występowanie na Kajasówce nie jest spowodowane wzięciem go pod ochronę. Było tam odpowiednie siedlisko i ktoś go tam przeniósł. Z tego co wiem - z formalnego punktu widzenia - działał poza granicami prawa. Podaję to oczywiście jako przykład a nie zachętę do tego typu działań;)
To nie bierna ochrona pomogła temu gatunkowi.
A wracając jeszcze do pachnicy - to w projekcie rozporządzenia jest nadal gatunek, który w Polsce nie występuje

Tawulec, przecież w tym wątku nie chodziło o to, żeby udupić Łukasza dla zasady; sęk w tym, że nie był on świadomy, iż jego działania są niezgodne z obowiązujacym prawem - a my go właśnie uświadomiliśmy w tej kwestii, choć może faktycznie w nieco brutalny sposób Ale lepiej chyba dostać ochrzan od kolegi niż wezwanie na kolegium

Poza tym Łukasz zamotał się w wyjaśnieniach, jakimi motylami chce zasilać populację. Z jednej strony niby wiedział, że nie powinno się wypuszczać osobników pochodzących z zagranicy, z drugiej pisał o poczwarkach pochodzących z Czech - i właściwie nie było wiadomo, co ma zamiar z nimi robić.

A że w Polsce ochrona owadów sprowadza się do umieszczenia ich na liście chronionych przy jednoczesnym niszczeniu ich siedlisk - wiadomo, że to paranoja, ale IMO nieszczególnie usprawiedliwiająca nieznajomość prawa.

Robert wspomniał o restytucji apolla w Polsce. Przypomnę, że Czesi, gdzie gatunek ten wyginął, przestali się przejmować "czystością" genetyczną", sprowadzili apolla ze Słowacji i próbują go z sukcesem rozmnożyć u siebie. A w ogóle, to nasze przepisy o ochronie gatunkowej powstawały z myślą o większych, i bardziej sztandarowych gatunkach jak żubr czy orzeł bielik. Nie pomyślano w nich o owadach, ale coraz więcej ich dołącza się do listy gatunków chronionych. Są tak sformułowane, by możliwie jak najłatwiej ścigać kłusowników. Jakakolwiek pomoc owadom chronionym wymaga specjalnych zezwoleń, a ich uzyskanie przez młodych miłośników entomologii graniczy z cudem. Jednym słowem - wylano dziecko z kąpielą. Ot co.

przynajmniej część pasjonatów mnie rozumie Za to wielkie dzięki


Lukasz, tutaj kazdy cie rozumie. Tylko teraz ty jeszcze musisz zrozumiec, ze jestes na forum publicznym i nikt tutaj o zdrowych zmyslach nie bedzie aktywnie wspieral lamania prawa, zachecal do tego czy wrecz (tak jak ty) chwalil sie tego typu osiagnieciami. My rozumiemy co w prawnych aspektach ochrony przyrody w Polsce jest idiotyczne i w taki czy inny sposob sie do tego prawa ustosunkowujemy. Ale jesli oczekujesz ze ludzie beda cie poklepywac po plecach kiedy radosnie obwieszczasz, ze lamiesz prawo, to jestes mlodszy niz ci sie wydaje. Tak naprawde irytacja, jaka wzbudzasz u niektorych uczestnikow tej dyskusji wynika z twojej naiwnosci i niewiedzy. Nie gadasz z dzieciakami, tylko ludzmi, ktorzy etap na jakim ty jestes tez przechodzili, doswiadczenie i wiedze maja znacznie wieksze i nie chca ci dokopac tylko w taki czy inny sposob powiedziec, ze robisz glupia rzecz trabiac o lamaniu prawa na caly Internet. Wiemy tez, ze poza gatunkami chronionymi zyja w Polsce tysiace takich, ktore mozesz lapac, hodowac i preparowac zupelnie legalnie, i wystarczy ci ich na cale zycie. Naprawde nie musisz skupiac sie na tym jednym czy kilku, ktore akurat (moze tymczasowo) sa na indeksie. Jestes na dobrej drodze, zeby swoja dzialalnoscia wniesc cos wartosciowego do nauki o owadach, moze kiedys bedziesz cos ciekawego publikowal. Po jakiego grzyba tak wczesnie szukasz problemow prawnych...?

1

Dzięki. To jest więc ciekawe. To co to jest ? Czyli w Polsce jest aktualnie mniejszy obszar kraju chroniony- niż w przeciętnym "cywilizowanym" kraju UE - a stan środowiska naturalnego, stopień jego zachowania i zachowania bioróżnorodności - lepszy niż w tych krajach ? Czy to w ogóle można jakoś mierzyć ? (prof. szyszko mierzył chyba masą owadów na jednostkę obszaru ) Już głupieję od tych lamentów, really

1

nie tylko na Mogielice jest zamach
ponizej cytat z maila doktoranta geografii UJ
Pragnę zasygnalizować zagrożenie które "wisi" nad środowiskiem przyrodniczym góry Lubań 1211 m n.p.m. w Gorcach. Jest to niezwykle bogaty przyrodniczo i kulturowo region Karpat polskich. Występują tu: ciekawa rzeźba osuwiskowa, znacznie więcej roślin naczyniowych niż w Beskidach, specyficzna fauna owadów, wiele endemicznych, naturalny płat regla górnego. W dolinach zachowany przez izolację folklor szczególnie w Grywałdzie gdzie zachował sie do dzisiaj archziczny śpiew wielogłosowy. Nie sposób wypisać w krótkim liście wszystkich bogactw tej części Karpat. Wielkim niebezpieczeństwem jest plan stworzenia na Lubaniu wielkiego centrum narciarskiego. W planach przestrzennego zagospodarowania Tylmanowj, Ochotnicy i Kluszkowiec a więc wsi otaczających Lubań są plany wybudowania kolejek i wyciągów narciarskich..

Ratunkiem byłoby utworzenie w szczytowych partiach masywu rezerwatu przyrody (pomimo bliskości GPNu ta cześc Gorców nie jest należycie chroniona) las na szczycie jest własnością LP


dla tych co nie znaja terenu powiem, ze jesli zniszcza Luban zniszcza jeden z glownym lacznikow miedzy B. Sadeckim a Gorcami i Pieninami, a wiec zniknie wazny korytarz ekologiczny ktorym potencjalnie moga wedrowac zwierzeta miedzy Sadeckim a Gorcami i dalej, odetna tez calkowicie sadecka populacje gluszca od reszty polskich stanowisk

niedlugo kazda karpacka gmina bedzie miec swoj wymarzony wyciag...

1

Widzę, że w międzyczasie zmieniłeś swą wypowiedź

Wracając do futerkowców to popieram wypowiedź kessy. Jakoś najbardziej do mnie trafiła z tego wszystkiego...
Film z jenotami widziałem, ale Azjatów nie można porównywać z tym co się robi u nas. Tam, w małych wioskach, to jest czasem jedyna możliwość funkcjonowania takiej wsi (czy chociażby osady w dżunglach, które utrzymują się tylko i wyłącznie ze zbierania owadów dla kolekcjonerów; przecież im nie zarzucisz, że nie wiedzą, które to chronione jak oni pewnie w większości czytać nie potrafią...). Bynajmniej ich nie usprawiedliwiam, ale oni zwierzęta traktują bezprzedmiotowo, to po prostu szansa na przeżycie kolejnego dnia.
My, jako ci niby cywilizowani (choć to pojęcie względne), powinniśmy chyba bardziej szanować nasze otoczenie i to my powinniśmy być bardziej szykanowani łamiąc te humanitarne zasady.
Dlatego akcja, tu w Polsce ma sens, choć czy przyniesie jakiekolwiek korzyści - wątpię. Ludź to najbardziej egoistyczne zwierzę na tej planecie, co go obchodzą czyjeś problemy... Jednak lepiej robić coś niż nie robić nic.

equistore polecam
wwr odradzam


też polecam wyroby Farnama z Equi Store - na owady mają nie tylko spraye (ochrona nawet przez 14 dni), ale i preparaty do smarowania głowy, maści na rany, żeby chronić je przed owadami, maski itp.

zresztą na ostatniej reklamie widziłem, ze Equi Store jest głównym dystrybutorem na Polskę Farnama

Ludzie z plfoto - fotografowie - użalają się między sobą, że jest to dobre trofeum fotograficzne ze względu na jego "przelotowość" i na prawdę trudno go "złapać" w obiektyw. Jak pierwszy raz zobaczyłam tego owada pare lat temu, to pomyślałam, że to jakiś polski koliber. Zresztą ten pyszczek i pro-piórka robią takowe wrażenie. Śliczny jest, a czy nie chroniony?

Tak sobie odpowiem:
Motyle te przylatują do Polski w maju i czerwcu, są to motyle pochodzące z południowej europy, następnie pojawiają się od początku sierpnia do połowy października, to motyle wyklute z jaj złożonych w maju i czerwcu na terenie centralnej i północnej Europy. Część z nich wraca na południe, a część ginie bezpotomnie.

Jako ciekawostkę można podać że motyle z tej rodziny są rekordzistami długości tras migracyjnych, przelatują kilka tysięcy kilometrów oraz prędkości lotu, maksymalna szybkość to 50 km/godz.

"Na całym świecie pszczoły znikają z uli. W Kanadzie i USA są miejsca gdzie dotyczy to 90% populacji. W ulu zostaje królowa i kilka robotnic - reszta znika .Zjawisko to dotarło podobno już do Polski. Podejrzenia kierowane są na : telefony komórkowe(zakłócenia orientacji), grzyby, opryski."

"Dominują przypuszczenia, wedle których owady te są osłabione pochodzącym z Australii wirusem i zabijane przez pyłki roślin modyfikowanych genetycznie, a dokładnie zawartymi w nich pestycydami. Byłaby w tym niezwykła ironia losu – oto rośliny GMO, które w zamyśle twórców miałyby chronić ludzkość przed widmem głodu, właśnie do klęski głodu mogą się przyczynić. Jest bowiem prawdą, że rośliny GMO są odporne na herbicydy (których zadaniem jest wybijanie chwastów), ale jeśli po ich zażyciu masowo umierają pszczoły, to okazać się może, że napełnianie spichlerzy zmodyfikowaną soją i kukurydzą może się okrutnie zemścić na ludzkości, skoro zabraknie jej owoców i warzyw, które stanowią ok. 30 proc. naszej diety (a także znakomitą część diety innych zwierząt). Taką hipotezę potwierdza rozkład geograficzny zjawiska CCD – w 2006 r. pszczoły masowo wyginęły w USA, gdzie uprawy GMO są najbardziej powszechne. Dopiero przymusowy import pszczół z Australii podsunął teorię o wirusie. Również Chiny, które nie stronią od GMO, doświadczają niezwykłych konsekwencji wyginięcia pszczół (w jednej z prowincji kwiaty owoców już zapyla się ręcznie)."

Kraj pochodzenia: Tajlandja
Pierwotne przeznaczenie: Pierwotny pies myśliwski
Wygląd: Stosunkowo duży Thai Ridgeback ma czarną pręge na grzbiecie. Włos okrywowy krótki, jednak mocny; chronił niegdyś pierwotnego ridgebacka przed żądłami miejscowych owadów. Umaszczenie czekoladowe z czarną maską lub bez, czarne, błękitne lub srebrne.
Warunki życia: Konieczny jest dom z ogrodem.
Stosunek do domowników: na ogół przyjazny
Podatność na szkolenie: Średnia, tak jak u wszystkich psów pierwotnych; może być szkolony na psa myśliwskiego, jak i na towarzyszącego.
Możliwość nabycia: W Polsce jest mało hodowli tej rasy;
Cena psa z rodowodem: 5000 zł.
Dla kogo: Dla ludzi aktywnych, lubiących ruch i spacery.
Ciekawostki:
- Jest jeszcze jedna odmiana ridgebacka - Rhodesian Ridgeback. Pochodzi on z Afryki. Ma on rudy kolor i oklapnięte uszy.

Opisz kruka


Chcesz kruka to masz, wedle życzenia.

Kruk, największy i najsilniejszy przedstawiciel ptaków z rodziny krukowatych. Osiąga 64 cm długości ciała i 120 cm rozpiętości skrzydeł. Zasięgiem swojego występowania obejmuje praktycznie całą półkulę północną, od tropików aż po daleką północ. Zamieszkuje różnorodne, słabo zaludnione tereny górskie, lasy, skaliste wybrzeża morskie i ruiny starożytnych miast na skrajach pustyń.
Głównym jego pożywieniem jest padlina, ale również potrafi polować na małe gryzonie, ptaki i ich pisklęta oraz rozmaite owady. Gniazdo buduje w koronach drzew i na półkach urwisk skalnych. Wyprowadza jeden lęg w roku pod koniec marca. Samica składa 4-6 jaj, które wysiaduje ok. 22 dni. Żyje parami lub pojedynczo. Do rzadkości należy przebywanie w stadach. W Polsce jest nielicznym ptakiem lęgowym. Prawnie chroniony.

Jak ktoś będzie chciał opis jakiegoś jeszcze zwierzęcia, to wystarczy napisac, a (wedle życzenia) je opiszę.

Świadomie, albo i nie Jacek Woźniak napisał(a):

[quote]Tak? Nic że np rośnie tam roślina z "czerwonej księgi" czyli skrajnie
zagrożona wymarciem, nic że można poprowadzić drogę inaczej. Przecież
wygoda drogowców ważniejsza "kawałek bagienka".

Ekologom uwierzę jak zaczną traktować równo wszystkich. Tak samo ptaszki,
rybki, ludzi jak i owady i gryzonie. Czemu nie słyszałem o protestach
przeciw obowiązkowej deratyzacji i dezynsekcji? Czy szczur i karaluch ma być
gorszy bo nie czerwony?
[/quote]
I dlaczego człowiek jak, również zwierzę, nie jest jednakowo chroniony?
Można bezkarnie pozbawić go domu, można bezkarnie pozbawić go miejsca
pracy, czyli tak na prawdę pożywienia, zabierając mu np ziemię którą
uprawiał od kilku pokoleń?

To są pytania *retoryczne*, proszę się nie trudzić z odpowiadaniem. To
jest moja osobista opinia: Jak długo ekolodzy będą mnie jako człowieka
stawiać niżej od "samca głuszca 1 sztuka" to ja ekologów będę miał w
głębokim poważaniu. Nie ma to zupełnie nic wspólnego z moim stosunkiem
do przyrody jako takiej, a jedynie do "obrońców" tej przyrody.

Obiecuję, że już się w tym flejmie nie wypowiem ;)

Pozdrawiam.
--
Sławomir Frąc- Braniewo LRU #271189 *Polska Grupa Freesco*
http://foto.sztrandek.int.pl jid:panta_rei(at)jabber.org
Wasz Windows tego nie potrafi...:P
********** Sygnaturka na licencji GNU GPL wersja 2 *************

Były już ssaki, ptaki, ryby, owady i płazy. Dlatego stawiam na gady: żmija zygzakowata, eskulap, gniewosz lub zaskroniec.


Gady też już były ... co prawda nie węże ...

Był żółw błotny. Ale to tylko jeden gad, więc ja również obstawiam żmiję. Pingwin i nosorożec raczej odpadają, bo są dość rzadko spotykane w Polsce.

Płaz też był tylko jeden. I to dawno temu. Więc wydaje mi się, że np. salamandra plamista jest równie prawdopodobna. Albo może grupy (typy żeby być precyzyjnym) wogóle jeszcze nie reprezentowane na monetach np. winniczki Też chronione, a powinny mieć powodzenie co najmniej wśród kolekcjonerów francuskich

Chomik europejski (łac. cricetus cricetus) to przestawiciel rodziny chomikowatych. Jest największym z dotąd poznanych chomików, długość jego ciała osiąga nawet 30 cm (samce są zwykle większe od samic). Ciało jest krępej budowy, chomik ma także gruby ogon. Zyje na łąkach i polach uprawnych, w Polsce można go spotkac na Wielkopolsce. Jest umaszczenia brązowo - złocistego, z ciemnym, zwykle czarnym brzuchem. Nos i stopy są białe. Na policzkach i bokach futro ma jasniejsze, białe lub zółte plamy. Chomik żywi się głównie zbożem. Na zimę gromadzi gromadzi ogromne zapasy, które spożywa w czasie pobudek ze snu zimowego. Chomik europejski to symbol zapobiegliwości, gdyż w niektórych norach odnaleziono około 60 kg. zboża. Obecnie, z powodu uprzemysłowienia rolnictwa, chomik nie jest w stanie zgromadzić wymaganych aby przetrwać zimę, 4 kg ziaren. Chomiki jedzą także ślimaki, dżdżownice, owady, żaby i jaszczurki (głownie latem). Latem nora jest głebokości 60 cm, zimą dochodzi nawet do 2 m. Podziemne tunele są zawiłe, bardzo długie i pełne ślepych zaułków służących jako ubikacje. Chomik buduje sobie również wygodną sypialnie i pobliską spiżarnię. Nigdy nie został udomowiony, co więcej, należy do gatunków zagrożonych i jest umieszczony na liście zwierząt chronionych. Mimo to jest zaciekle zwalczany przez rolników, dla których jest zwykłym szkodnikiem.

O parę reguł obowiąujących w Polsce mogę się pokusić:
1) wypada zabijać gryzonie ( z wyjątkiem bobra i świstaka)
2) nie można zabijać zwierząt mało licznych bo są na liście zwierząt chronionych
3) można i wypada zabijać owady z wyjątkiem biedronki i i 150 gatunków występujących w Polsce motyli dziennych
4) można zabijać zwierzęta chodowane na rzeź
5) ludzi nie można zabijać
6) nie można zabijać ptaków z wyjątkiem kaczek , gęsi , kur
Logiki w tym nie ma żadnej

Mam ogromna prosbe, pilnie potrzebuje odpowiedzi na ponizsze pytania, wiec
jesli ktos zna je niech pisze, dzieki !

1.W ktorym szeregu prawidlowo przedstawiono owady o przeobrazeniu zupelnym ?
a) bielinek kapustnik, biedronka siedmiokropka, pasikonik
b) pszczola miodna, swierszcz polny, bielinek kapustnik
c) paz krolowej, pszczola miodna, jedwabnik morwowy
d) komar widliszek, turkuc podjadek, niepylak apollo

2.Ktore ze zwierzat ma zdolnosc samowytwarzania kwasu askorbinowego:
a) nietoperz
b) szczur
c) swinka morska
d) wszystkie wymienione

3.Wspolna cecha stekowcow, torbaczy i lozyskowcocw jest:
a) ujscie gruczolow mlekowych w sutkach
b) zdolnosc utrzymywania temperatury ciala na stalym poziomie
c) obecnosc przepony
d) zyworodnosc

4.Termin "specyficznosc enzymu" okresla:
a) swoiste ukierunkowanie reakcji przed apoenzymem
b) swoiste powinowactwo koenzymu do jednego substratu
c) trwale polaczenie jendego apoenzymu z jendym koenzymem
d) powinowactwo centrum aktywnego apoenzymu do okreslonego substratu

5.Pies, ktory wybiegnie przez drzwi w poszukiwaniu wyrzuconego przez okno
kesa pokarmu, realizuje:
a) klasyczny odruch warunkowy glodu
b) instrumentalny odruch zdobywania pokarmu
c) mechnizm myslenia konkretnego
d) mechanizm myslenia abstrakcyjnego

6.Onkogeny wystepuja:
a) w kazdej komorce
b) w niektorych komorkach organizmu
c)wylacznie w komorkach nowotworowych guza
d) wylacznie w komorkach nowotworowych przerzutowych

7.Ktora wersja przedstawia wylacznie rosliny prawnie chronione w Polsce?
a) dziewięćsił bezłodygowy, tasznik pospolity, szarotka alpejska, chaber,
bławatek
b) rzeżucha łąkowa, konwalia majowa, podbiał pospolity, mikołajek nadmorski
c) orlik pospolity, cis pospolity, lilia złotogłów, miłek wiosenny
d) pełnik europejski, limba, jakier ziarnopłon, koniczyna biała

8.Do nagozalążkowych dziko rosnacych w polsce należą:
a) cis pospolity, jałowiec pospolity, modrzew europejski
b) sosna wejmutka, topola czarna, cypryśnik błotny
c) sosna zwyczajna, widłak wroniec, świerk pospolity
d) jodła pospolita, modrzew polski, orlica pospolita

9.wzrost fitohormonu P 730 powoduje:
a) zakwitanie roslin dnia dlugiego, hamowanie kwitnienia roslin dnia
krotkiego
b) zakwitanie roslin dnia krotkiego, hamowanie kwitnienia roslin dnia
dlugiego
c) hamowanie zakwitania w obydwu przypadkach
d) stymulacje zakwitania w obydwu przypadkach

10.Do usuwania zbednych produktow przemiany materii u glisty ludzkiej sluza:
a) komorki płomykowe
b) organ Bojanusa
c) komorki chloragogenowe
d)gwiaździste komorki fagocytarne


Plaga stonki

Pierwsze chrząszcze obserwowano w Polsce w latach 40. XX wieku, wędrujące z zachodu na wschód. Upowszechniła się i zaczęła stanowić poważny problem w latach 50.

W okresie lat 40. i 50., przed upowszechnieniem się chemicznych środków walki z owadami organizowano akcje zbierania chrząszczy i larw stonki. W następnych latach stosowano środki zawierające DDT.

Żerujące larwy

Występowanie stonki wykorzystywano do propagandy politycznej. Przez pierwsze dziesięciolecia PRL-u, a szczególnie lata 50., stonka ziemniaczana traktowana była jako główny powód niedoborów na rynku żywności. Występujące wówczas letnie plagi stonki ("pasiastego dywersanta") tłumaczone były społeczeństwu jako dywersja wrogów socjalizmu ("Trybuna Ludu" w maju 1950 r. zatytułowała tekst nt. stonki: "Niesłychana zbrodnia imperialistów amerykańskich"), a 18 stycznia 1953 roku rząd PRL podjął uchwałę w sprawie walki społeczeństwa ze stonką ziemniaczaną.

wikipedia.pl

„Bój ze stonką”
Tomasz Łabuszewski

Na przełomie lat 40-tych i 50-tych poszukiwanie wrogów „demokratycznego” ustroju objęło praktycznie całe społeczeństwo polskie. Nikogo nie chroniły już, ani wypełnienie wymogów dotychczasowych amnestii, ani nawet przynależność do rządzących partii politycznych, w tym PZPR. W celu uzasadnienia terroru powszechnego resort bezpieczeństwa posługiwał się hasłami brzmiącymi obecnie coraz bardziej kuriozalnie i nierealnie. Jednym z pretekstów do dalszego „wzmożenia czujności” i rozbudowy agentury w środowiskach wiejskich stała się akcja zwalczania stonki ziemniaczanej, zrzucanej rzekomo przez samoloty amerykańskie w ramach działalności dywersyjnej. Abstrahując od ocierających się o śmieszność wskazówek dotyczących walki z nowym niebezpieczeństwem, trzeba wyraźnie stwierdzić, iż podjęte wówczas działania operacyjne skutkowały konkretnymi aktami represji – tak w postaci kar pieniężnych jak i kar więzienia.

Strona Instytutu Pamięci Narodowej

"Dlaczego muchołówka białoszyja (Ficedula albicollis), żyjąca m.in. w podkrakowskiej Puszczy Niepołomickiej, dopuszcza się zdrad małżeńskich? Tomasz Wilk z Zakładu Ekologii Populacyjnej Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego szuka odpowiedzi na to pytanie, opierając się na tzw. hipotezie dobrych genów.

Muchołówka białoszyja jest stosunkowo nielicznym, wędrownym ptakiem chronionym (wymienionym w Dyrektywie Ptasiej). Grozi jej wyginięcie głównie z powodu wycinania liściastych starodrzewi. Żyje w monogamicznych związkach. Długość ciała muchołówki wynosi około 14 cm. Mimo pstrego ubarwienia raczej nie rzuca się w oczy. Śpiewa prostą piosenkę, określaną przez znawców ptasich dźwięków, jako „zgrzytliwą”. Występuje głównie w południowej i wschodniej części Polski. Zamieszkuje naturalne dziuple lub lęgowe skrzynki. Żywi się chwytanymi w locie owadami. Młode muchołówki opuszczają gniazdo już po około 16 dniach.

Prowadzący od dwóch sezonów lęgowych badania nad muchołówką Tomasz Wilk, zaznacza, że „zdrady małżeńskie” wśród monogamicznych gatunków ptaków były do niedawna nieznane. Jego praca ma na celu zweryfikowanie tzw. hipotezy dobrych genów.

Hipoteza ta zakłada, że samice ptaków angażują się w pozapartnerskie kojarzenia (EPC – exra-pair copulations) po to, by spłodzone w ten sposób potomstwo wyposażone było w „lepsze geny”. Sprawdzana jest także teoria „alokacji płci” zakładająca, że wśród potomstwa pochodzącego z EPC znajdzie się więcej osobników płci męskiej."
reszta na PAP

borodziej napisał/a:
To zależy do czego miało się "zacięcie", ile miało się czasu, chęci i samozaparcia

No tutaj bym sie spierał, ja mam chęci, ale nie mogę, po prostu nie mam dojscia do wielu mniejsc poza tym w mojej okolicy jest mało lasów, jak sa to nie ma tak wielu gatunków(bory). Ale jakoś sobie bede radził.Muszę.. A co do owadów, to owady pewnie "leśne" i troche borodziej musiałes sie na"grzebac"??

Ha! Urodziłem się i mieszkałem w Słupsku, studia podjąłem w Warszawie (akademik na Ursynowie). I co? Powinienem usiąść i się "załamać" - no gdzie ja zborę sto owadów, nasiona rokitnika czy pęd jarzębu czy trzmieliny?
Spoko! Podkreślę jeszcze raz słowo samozaparcie. Na owady chodziłem na skarpę Ursynowską ("kopalnia owadów" - z jednego wyjścia w czerwcu potrafiłem zebrać 15-20 gatunków. Zbierałem też w Rogowie (też bez liku np. trzpienniki i rzemliki topolowce), na obozie w Bieszczadach (np. rozpucze). Ba! Turkucia podjadka naszedłem na łakach przy... akademiku, między blokami. Potrzebne nasiona rokitnika - w końcu dorwałem w Słupsku (gatunek chroniony na naturalnych stanowikskach i... dwupienny, więc łatwo nie było); kołek lilaka pozyskałęm na Ursynowie. Można? Można, ale siedząc w akademiku samo się nie zbierze.
Powiem tak - nie wszystkie gatunki można spotkać w jednym miejscu; takiego rozpucza w centralnej Polsce nie zbierzesz, trzeba pojechać tam, gdzie nad potokami rosną lepiężniki (no nie ma siły). Ale bogactwo gatunkowe jest naprawdę duże - i w Warszawie, i w Poznaniu.
Świat przyrody jest "sezonowy" - jeśli przegapisz jakiś gatunek (który nawet masowo występuje), to kolejny pojaw... za rok. To samo dotyczy pędów w stanie spoczynku czy nasion. Jedyne co STAŁO, NIE RUSZAŁO SIĘ i CZEKAŁO NA MNIE (i moją piłkę) to był właśnie ten lilak Choć przy ścinaniu czułem, że chętnie by czmychnął. A może to tylko były drgania wywołane piłowaniem....

[ Dodano: 2006-08-29, 08:34 ]

Łacina i polszczyzna po punkcie (2pkt.).
Czy owad ten w Polsce jest prawnie chroniony (1pkt.).

SŁOWIANIE CHĘTNIE SPOŻYWALI KISZONKĘ, CO W TAMTYCH CZASACH CHRONIŁO ICH PRZED SZKORBUTEM ( PONOWNIE DOKONANO TEGO ODKRYCIA W XVIII W)

SŁOWIANIE, CO BYŁO RZADKOŚCIĄ W ŚREDNIOWIECZU, DBALI O HIGIENĘ. KAŻDA WIEŚ POSIADAŁA PRZYNAJMNIEJ JEDNĄ ŁAŹNIĘ.

SŁOWIANIE WPROWADZILI DO EUROPY PIECE, KTÓRE BYŁY UMIEJSCOWIONE WEWNĄTRZ CHAT. RZECZ WÓWCZAS NIESPOTYKANĄ.

SKANDYNAWOWIE PRZEJĘLI OD SŁOWIAN TOPÓR. NAWET NAZWA POZOSTAŁA TA SAMA " TAPAROEX"

SŁOWIANIE I BAŁTOWIE JAKO JEDYNI W EUROPIE PRZECHOWALI PRAINDOEUROPEJSKI RDZEŃ SŁOWA OZNACZAJĄCEGO "UDERZAĆ" (PER-) W SŁOWACH PERUN, PRAĆ (POR. HETYCKIE PERUNAŚ).

TĘCZA DLA SŁOWIAN TO SMOK WYPIJAJĄCY WODĘ (JEZIORO, RZEKĘ)

SŁOWIANIE BUDOWALI WSPANIAŁE ŁODZIE PRZYSTOSOWANE DO PODRÓŻY MORSKIEJ. RÓŻNIŁY SIĘ ONE OD SKANDYNAWSKICH TYM MIĘDZY INNYMI, ŻE BYŁY MNIEJ SMUKŁE CZYLI MNIEJ SZYBKIE I MNIEJ ZWROTNE, ALE ZA TO MNIEJ WYWROTNE I PRZYSTOSOWANE DO TRANSPORTU KONI ( OGÓŁEM DO ŁODZI WCHODZIŁO 40 LUDZI I KILKA KONI) . NA TYCH ŁODZIACH SŁOWIANIE ŁUPILI WIKINGÓW. NAZWY CZTERECH RODZAJÓW STATKÓW PRZEJĘLI WIKINGOWIE. ŁODZIE WIKINGÓW BYŁY BUDOWANE PRZY UŻYCIU GWOŹDZI, SŁOWIANIE UŻYWALI DREWNIANYCH KLINÓW.

DZIĘKI SŁOWIANOM GERMANIE POŁUDNIOWI ( NP. NIEMCY) ZAZNAJOMILI SIĘ Z OGÓRKAMI (GURKEN) A TAKŻE Z CZEREŚNIĄ TURECKĄ I BRZOSKWINIĄ HODOWANĄ W POLSCE JUŻ W IX W.

SŁOWIANIE BYLI MISTRZAMI W BUDOWIE DREWNIANYCH MOSTÓW. NAJDŁUŻSZY Z NICH NA JEZIORZE TETEROW (RFN) LICZY 3 M SZEROKOŚCI I 750 M DŁUGOŚCI.

GERMANIE PRZEJĘLI OD SŁOWIAN SŁOWO " GRÓD" . WIDAĆ TO CHOĆBY W TAKICH OKREŚLENIACH: ASGARD, GARDARIKE ITP.

pod bzem czarnym, według wierzeń słowian, znajdować się miały wejścia do nawi, krainy umarłych. tych wejść miały pilnować żmije.

żmija po siedmiu latach zamieniała się w smoka (żmija)

w czasie kupały chłopcy niecili ogień. bardzo ważna rzeczą było by bardzo dymił. miało to odstraszać smoki.

dusze słowianie wyobrażali sobie, podobnie jak inne ludy indoeuroejskie jako ptaki, owady, motyle.

To te ciekawostki- wziąłem je z sieci i jak się okazało, sporo poprzekręcałem ;)

Strona - http://acn.waw.pl/qkiel76/

--
+Pośród tłumów stoję, lecz tłumy dla mnie drogi nie wydepcą... i nie z ich myśli idą myśli moje+

Coraz więcej ran, które się nie goją
coraz więcej idiotów
coraz mniej szaleńców,
którzy się nie boją z idiotami... walczyć!

"Rok motyli" w Biebrzańskim Parku Narodowym

Rok 2008 został ogłoszony "Rokiem motyli" w Biebrzańskim Parku Narodowym. Pracownicy parku chcą w ten sposób pokazać, że nie tylko tradycyjnie kojarzone z Biebrzą ptaki czy łosie, mogą być jej symbolem. Jak poinformował entomolog z parku dr Krzysztof Frąckiel, w związku z obchodami "roku motyli" tym owadom poświęcona będzie konferencja popularno-naukowa, konkurs plastyczny dla młodzieży ze szkół gmin biebrzańskich, wystawa fotograficzna i ekspozycja muzealna; w połowie roku zostanie też wydany przewodnik "Motyle Biebrzańskiego Parku Narodowego".

Frąckiel podkreślił, że teren Biebrzańskiego Parku Narodowego jest "naprawdę unikatowy" pod względem występowania motyli. Zagęszczenie osobników należących do bardziej popularnych gatunków jest tu często większe niż w innych rejonach kraju, a pojedyncze gatunki mają w okolicach rzeki Biebrzy jedyne siedlisko w Polsce.

Jednym z nich jest motyl nocny - wstęgówka bagienna (Catocala pacta) objęty w Polsce ochroną gatunkową. Motyl ten, zdaniem Frąckiela, od 50 lat nie został znaleziony na innym obszarze Polski i chroniony teren Biebrzy jest jedynym miejscem jego występowania w naszym kraju. Jest to motyl typowo bagienny, bytujący na wierzbie, o szarych przednich skrzydłach, którymi w dzień zakrywa tylne, jaskrawoczerwone skrzydła.

Jak dodał Frąckiel, pod względem badania motyli tereny Biebrzy długo były "białą plamą". Po II wojnie światowej entomolodzy prowadzili badania głównie na południu i zachodzie kraju. Na wschodzie zajmowali się głównie Puszczą Białowieską, która już wtedy była znanym obszarem przyrodniczym i pod względem występowania motyli jest najlepiej przebadanym terenem na wschodzie kraju.

Frąckiel ocenia, że w ciągu 10 lat prowadzenia badań na chronionym obszarze Biebrzy naukowcom udało się oznaczyć 99 spośród 159 gatunków motyli dziennych występujących w Polsce. W sumie w naszym kraju żyje ponad 3 tys. motyli - zdecydowana większość z nich to gatunki nocne, z czego 13 to gatunki prawnie chronione. MWI

PAP - Nauka w Polsce
bsz
Źródło

Nikt nie spodziewa się, że delta za 1000zł będzie równie dobra ja BE za 2000 (w Polsce).

Sluszna uwaga Jarek.
Ta moja uwaga odnośnie celownika do "bani" nie dotyczy ani DOT, ani nawet DOC (choć znam je tylko z opisów).
Ze slyszenia (czytania) wiem, że są to:
DOT - przynajmniej przyzwoity celownik (jak nie więcej...)
DOC - przyzwoity celownik.
Oba wedlug powszechnej opini w zupelności spelniają pewien poziom wymagań (... i ja się z tym zgadzam).
Chce się coś więcej, to trzeba glębiej sięgnąć do kieszeni i to nie jest jak napisaleś: "kwestia gustu"...
... a raczej kwestia oczekiwań i wymagań.

ad. Grisza.

Ustawienie celownika do „testu na rozdzielczość” a ustawienie celownika do strzelań, to być może dwie różne sprawy, szczególnie dla osób z pewną wadą wzroku – u mnie jedno i drugie jest tożsame.
Jeżeli jest u kogoś inaczej to:
Do „testu” ustawiamy/wyostrzamy najlepszy obraz kartki A-4.
Natomiast do strzelania zawsze ustawiamy ostrość na krzyż (pierwszy plan).
Dla oczu nieostrość planu drugiego jest rzeczą bardzo naturalną i wzrok się tym nie męczy.
Sam po sobie wiem, że spacerując z psem najczęściej patrzę „na krótko”.
- raz, żeby nie wdepnąć...
- dwa, żeby chronić wzrok przed niespodziankami typu promień sloneczny, owady, kurz itp.
To bardzo naturalne zachowania dla większości ludzi.

Celując na torze HFT najczęściej mam cel nieostry i staram się nigdy nie wysilać/akomodować na nim wzroku.
Skupiam wzrok na dopasowanej/wyostrzonej do oka siatce a wlaściwie na jej stosownym fragmencie.
„Szybki przerzut okiem” od niechcenia na plan drugi, dodatkowo pozwala mi trafnie ocenić nieostrość celu i tym samym dokonać pomiaru odleglości (gdybym z akomodował tam wzrok – pomiar by diabli wzięli ).

TEX.

.
Rybitwa czubata (Thalasseus sandvicensis, syn. Sterna sandvicensis) - duży ptak wodny z rodziny rybitw, zamieszkujący w zależności od podgatunku:

Thalasseus sandvicensis sandvicensis - Europa po Morze Kaspijskie. Zimuje od Morza Kaspijskiego, poprzez Czarne i Śródziemne po wybrzeża Afryki Zachodniej i Południowej, a także od Morza Czerwonego po północno-zachodnie Indie i Cejlon. W Polsce gnieździ się nieregularnie w rezerwacie Mewia Łacha (ostatnio od roku 2007 - 400 par, 2008 - 300 par), regularnie pojawia się od kwietnia do września na całym wybrzeżu, w głębi lądu obserwowana wyjątkowo.
Thalasseus sandvicensis acuflavidus - od wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej po południowe Antyle. Zimuje od Antyli po południowe Peru i Urugwaj.
rybitwa gujańska Thalasseus sandvicensis eurygnatha - lokalnie na Antylach, w Wenezueli i Gujanie Francuskiej oraz od wschodniej Brazylii po południową Argentynę.

Cechy gatunku
Brak wyraźnego dymorfizmu płciowego. W upierzeniu godowym wierzch głowy czarny, grzbiet i skrzydła popielate, końcówki skrzydeł ciemne, reszta ciała biała. Czarne pióra na potylicy są nastroszone tworząc mały czubek. Nogi czarne, dziób czarny z żółtym końcem. W szacie spoczynkowej czoło bieleje, a wierzch głowy staje się szarawy z ciemnymi cętkami. Osobniki młodociane mają wierzch głowy brązowoczarny, grzbiet i skrzydła pokryte ciemnym deseniem, a dziób całkowicie czarny. S. s. eurygnatha ma dziób żółty lub ma jedynie ciemną nasadę, nogi czasem żółto-czarne, rzadziej czysto żółte. S. s. acuflavidus jest nieco mniejsza.

Wymiary średnie
dł. ciała ok. 35-45 cm
rozpiętość skrzydeł ok. 85-105 cm
waga ok. 80-110 g

Biotop
Morskie wybrzeża.

Gniazdo
Na ziemi, na piaszczystej plaży. Tworzy kolonie, zlokalizowane zazwyczaj przy koloniach innych gatunków.

Jaja
W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając w maju-czerwcu (w grudniu w Argentynie) 1-2 zielonkawe, pokryte ciemnymi cętkami jaja.

Wysiadywanie
Jaja wysiadywane są przez okres 21-29 dni przez obydwoje rodziców. Pisklęta umieją latać w wieku 5 tygodni.

Pożywienie
Ryby, wodne bezkręgowce, owady łapane na ziemi i pisklęta innych gatunków ptaków.

Ochrona
Gatunek chroniony.

Opis zaczerpnięty z Wikipedii

Wg Czerwonej listy gatunków ginących i zagrożonych w Polsce gatunek ten zaliczony jest do kategorii KRYTYCZNIE ZAGROŻONE / CRITICALLY ENDANGERED (CR)

.
Sieweczka obrożna (Charadrius hiaticula) - średni ptak wędrowny z rodziny siewkowatych, zamieszkujący w zależności od podgatunku:

* Charadrius hiaticula hiaticula - zachodnia Europa i południowa część Półwyspu Skandynawskiego, Islandia i Grenlandia oraz północno-wschodnia Kanada. Zimuje w pasie od Wysp Brytyjskich do Afryki. W Polsce nieliczny ptak gniazdowy, nieco liczniejszy na wybrzeżu. Dużo liczniejszy podczas przelotów w marcu - maju i lipcu - październiku.
* Charadrius hiaticula tundrae - północna część Półwyspu Skandynawskiego i północna Rosja. Zimuje na wybrzeżach Morza Kasijskiego w południowo-zachodniej Azji i południowej Afryce.

Cechy gatunku
Samiec w upierzeniu godowym ma białą głowę, szyję i spód ciała. Przód głowy (poza białym czołem) i pokrywy uszne czarne. Czarna także obroża na szyi. Wierzch głowy, grzbiet i skrzydła brązowoszare. Nogi i dziób pomarańczowe. Jedynie koniec dzioba czarny. Samica podobna do samca, ale o mniejszych czarnych plamach. Osobniki młodociane zamiast barwy czarnej mają brązowoszarą, a na szyi nie ma pełnej obroży, a jedynie półobroża. Podgatunek Ch. h. tundrae jest mniejszy, o ciemniejszym wierzchu i bledszym dziobie. Od bardzo podobnej sieweczki rzecznej różni ją większy obszar zajęty przez czarną plamę na głowie, inny kolor dzioba i biały kolor na wierzchu skrzydeł widoczny w locie.

Wymiary średnie
dł. ciała ok. 18-20 cm
rozpiętość skrzydeł ok. 40-57 cm
waga ok. 40-80 g

Biotop
Piaszczyste, pokryte ubogą roślinnością brzegi mórz i rzek.

Gniazdo
Na ziemi, zazwyczaj w pobliżu wody.

Jaja
W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając w kwietniu - czerwcu 4 (rzadko 3) jaja.

Wysiadywanie
Jaja wysiadywane są przez okres 21 do 27 dni przez obydwoje rodziców. Pisklęta są zagniazdownikami. W razie niebezpieczeństwa kładą się na ziemi, a rodzice symulując zranienie starają się odciągnąć od nich drapieżnika. Zdolność lotu uzyskują w 4 tygodniu.

Pożywienie
Głównie owady, a także inne drobne bezkręgowce.

Ochrona
Gatunek chroniony.

Opis zaczerpnięto z Wikipedii

Wg Czerwonej listy gatunków ginących i zagrożonych w Polsce gatunek ten zaliczony jest do kategorii NARAŻONE / VULNERABLE (VU)

Mewa mała (Larus minutus) – średni ptak wodny z rodziny mew, zamieszkujący obszar od północnej części Półwyspu Skandynawskiego przez kraje bałtyckie, zachodnią Rosję po zachodnią Syberię i Kazachstan. Nielicznie gnieździ się również na północy Polski. Podczas przelotów nieregularnie pojawia się w Środkowej i Zachodniej Europie, na Zabajkalu, w Mongolii, a także w basenie mórz Czarnego i Śródziemnego. Sporadycznie w Ameryce Północnej. Zimuje głównie w południowej i zachodniej części zasięgu lęgowego. W naszym kraju zimuje licznie i regularnie, przeloty w kwietniu-maju i sierpniu-październiku.

Cechy charakterystyczne:
Wyraźnie mniejsza od śmieszki, lata lekko i zwinnie, chwyta owady z powierzchni wody jak rybitwa czarna. U ad. zaokrąglone skrzydła z białym brzegiem, z wierzchu jasnopopielate bez czerni, od spodu szaroczarne. W szacie godowej cała głowa czarna, w spoczynkowej biała z szarą czapeczką i plamką uszną, na spodzie niekiedy różowy nalot. Juv. ma brunatnoczarny grzbiet i znamienny zygzakowaty rysunek na rozłożonych skrzydłach (niektóre osobniki mają wszystkie lotki 1-rzędu ciemne); w 1 szacie zimowej grzbiet jest popielaty, ale rysunek na skrzydłach utrzymuje się do 1 szaty wiosennej, gdy pojawia się niekompletny czarny kaptur. W 2 szacie zimowej i w 2 szacie wiosennej na końcach skrzydeł są zwykle czarne plamki, a spód skrzydeł jest bledszy niż u ad. Głos charakterystyczny, powtarzane "kjek", często też "kjek kjek kjek...", także nosowe "eyw";, młode wołają ochrypłym "eeik".

Wymiary średnie
dł. ciała ok. 24-30 cm
rozpiętość skrzydeł ok. 65-80 cm
waga ok. 90-160 g

Biotop
W sezonie lęgowym gęsto zarośnięte zbiorniki wodne oraz bagna z oczkami wolnej wody. Zimą również morskie wybrzeża.

Gniazdo
Gniazduje na płytkich, obficie zarośniętych jeziorach i bagnach. Tworzy kolonie liczące nawet do kilkuset par.

Jaja
W ciągu roku wyprowadza jeden lęg, składając w maju-czerwcu 2-3 jaja.

Wysiadywanie
Jaja wysiadywane są przez okres 21-23 dni przez obydwoje rodziców. Pisklęta zdolność do lotu osiagają po 4 tygodniach.

Pożywienie
Zasadniczo bezkręgowce, głównie owady łowione w locie.

Ochrona
Gatunek chroniony.

Opis zaczerpnięto z Wikipedii

Maleńkie mysikróliki uciekają przez Polskę

Przez Polskę przelatuje właśnie wielka fala malutkich wędrowców. To mysikróliki - najmniejsze, ale i najdzielniejsze ptaki Europy. Choć ważą zaledwie pięć gramów - czyli tyle, co pudełko zapałek - potrafią przelecieć nad Morzem Bałtyckim. Czynią tak co roku, by schronić się na południu kontynentu przed nadchodzącą zimą.

Podczas tego heroicznego wyzwania ptaki zużywają zapas tłuszczu, który magazynowały na podróż, i - wyczerpane lotem - spadają na ziemię. W ubiegłym tygodniu do warszawskiego zoo niemal codziennie mieszkańcy stolicy przynosili po kilka mysikrólików. Na Półwyspie Helskim zdarzało się, że przechodnie widzieli całe trawniki usłane małymi oliwkowozielonymi ptakami.

Co robić w takiej sytuacji? Ornitolodzy apelują, by nie zabierać wyczerpanych ptaków do domu. "Bardzo trudno je wykarmić, bo mysikróliki jedzą wyłącznie maleńkie owady. Dlatego zostawmy je w spokoju, bo one po prostu odpoczywają" - mówi Wojciech Kania ze Stacji Ornitologicznej PAN na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku. Możemy za to przenieść je w bezpieczne, nasłonecznione miejsce, gdzie nie dopadną ich koty ani psy, by mogły spokojnie nabrać sił przed dalszym lotem.

Mysikrólika można zabrać ze sobą jedynie, gdy widać, że jest on poraniony. "Gdy znajdziemy takiego ptaka, trzeba go jak najszybciej przywieźć do nas" - mówi Andrzej Kruszewicz z Ptasiego Azylu w warszawskim zoo. "W tym czasie można podawać mu wodę, ale tylko jako kropelki na listku. Na wolności mysikróliki piją bowiem tylko krople rosy" - tłumaczy.

Mysikróliki są chronione, choć wcale nie ma ich tak mało. Co roku ornitolodzy obrączkują setki tych ptaków, by lepiej poznać ich zwyczaje. Dzięki temu wiadomo, że przez większą część roku mieszkają w lasach świerkowych lub jodłowych. Najłatwiej wypatrzeć je można właśnie zimą. Są pokryte oliwkowozielonym puchem. Samice mają żółte, a samce pomarańczowe pióra na łebkach, z czarną obwódką. Dla samców jest ona powodem do dumy, gdy prężą się w czasie godów przed samicami.

Przybysze z północy zimują w Polsce w lasach, gdzie żywią się na przykład jajkami owadów przylepionymi do igieł. Te, które nauczą się orientować w miejskiej przestrzeni, najchętniej przeczekują mrozy w miejskich parkach.

Jakub Chełmiński

Źródło

Rok 2008 został ogłoszony „Rokiem motyli” w Biebrzańskim Parku Narodowym. Pracownicy parku chcą w ten sposób pokazać, że nie tylko tradycyjnie kojarzone z Biebrzą ptaki czy łosie, mogą być jej symbolem.

W związku z obchodami „roku motyli” tym owadom poświęcona będzie konferencja popularno-naukowa, konkurs plastyczny dla młodzieży ze szkół gmin biebrzańskich, wystawa fotograficzna i ekspozycja muzealna; w połowie roku zostanie też wydany przewodnik „Motyle Biebrzańskiego Parku Narodowego”.

Teren Biebrzańskiego Parku Narodowego jest unikatowy pod względem występowania motyli. Zagęszczenie osobników należących do bardziej popularnych gatunków jest tu często większe niż w innych rejonach kraju, a pojedyncze gatunki mają w okolicach rzeki Biebrzy jedyne siedlisko w Polsce – podkreślił entomolog z parku dr Krzysztof Frąckiel.
W ciągu 10 lat prowadzenia badań na chronionym obszarze Biebrzy naukowcom udało się oznaczyć 99 spośród 159 gatunków motyli dziennych występujących w Polsce.

Jednym z nich jest motyl nocny – wstęgówka bagienna (Catocala pacta) objęty w Polsce ochroną gatunkową. Motyl ten, zdaniem Frąckiela, od 50 lat nie został znaleziony na innym obszarze Polski i chroniony teren Biebrzy jest jedynym miejscem jego występowania w naszym kraju. Jest to motyl typowo bagienny, bytujący na wierzbie, o szarych przednich skrzydłach, którymi w dzień zakrywa tylne, jaskrawoczerwone skrzydła.

Pod względem badania motyli tereny Biebrzy długo były „białą plamą”. Po II wojnie światowej entomolodzy prowadzili badania głównie na południu i zachodzie kraju. Na wschodzie zajmowali się głównie Puszczą Białowieską, która już wtedy była znanym obszarem przyrodniczym i pod względem występowania motyli jest najlepiej przebadanym terenem na wschodzie kraju. (PAP)

Źródło

Dlaczego sprawa tytułu kisiążek jest dla mnie taka kontrowersyjna ?
Jeśli piszałbym książkę nie musiałbym obawiać się żadnego zarzutu o plagiat bo swój proces twórczy śledzilbym od początku.

Inna sytuacja zachodzi w momencia nadana tytułu.
Nadawanie tytułu wprowadza mnie, przy założeniu tak szerokiej ochrony traktujacej tytuł jako mały fragment ale jednak książki podlegajacy tej samej ochronie co ona, automatycznie w stan niepewności prawnej .
Zwóćcie uwagę ,że w sprawie Białego Orla i Czerwonej Gwiazdy zwolennicy wiekszego rygoryzmu nie są w stanie zając jednoznacznego stanowiska czy ten tytuł podlega ochronie czy nie- z uwagi na konieczność podgłebionej analizy jego oryginalności .

Niby dla Was jest oczywste ,że tytuł Okrutne Morze nie podlega ochronie ale już pisząc o wyborach w USA i tytułując ksiązke Słoń ,Osioł powinienem być może wertować nie tylko dzieła z dziedziny polityki amerykańskiej gdzie nawiązywałabły wprost do znanej symboliki partii w USA ale także literaturę piekna lub fachową o faunie gdzie ktos miałałby może ochotę wczesniej na takie zaskakujace zestawienie w tytule(autor szuka analogii do słonia i osla w świecie owadów- obydwaj jestesmy oryginalni ale inaczej )

Skoro można chronić oryginalnoość zestawienia Orzeł i Gwiazda to dlaczego nie Słonia i Osła?

Choć tytuł mojej ksiażki o wyborach byłby jak najbardziej uzasadniony a nawet w Polsce może odkrywczy w nowym kontekście, musiłbym "ustapić go"( nie absurdalne ?) innej osobie.
Rozumowanie rygorystyczne zakłada przecież abstrahowanie od związku miedzy tytulem a komnkretna książką, w zwiazku z tym autor pozycji o faunie jeślili wymyślił tytuł wcześniej byłby chroniony.

O jakim pasożyowaniu z mojej strony może być jednak mowa ??

To tylko pewien przyklad ilustrujacy problem .

Dlatego wlasnie ochrona powinna być realizowana nie na grunice pryncypialnego przepisu o ochronie przejawów twórczosci ale jedynie w oparciu o przepsiy o nieuczciwej konkurencji ( ja i on piszemy o wyborach w USA - sprawa wyglada wtedy na oczywistą )
To kwestia poszukiwania zdroworozsądkowej interpretacji przepsisów bo za jakiś czas tytułowanie stanie się koszmarem.

Tym razem ja się nie zgodzę z tezą:
Na moment wrócę jednak do pkt. 1 zadając retoryczne pytanie: jaka jest w Polsce znajomość chronionych gatunków zwierząt i efektywność ich ochrony, skoro taki gatunek jak biegacz skórzasty nie jest powszechnie rozpoznawany?


Wydaje się, że generalnie jest on rozpoznawalny przez większość, choćby tylko z lekka interesujących się owadami. Nie wymagajmy jednak powszechnej znajomości biegaczy, bo to tak, jakby od każdego wymagać biegłości, powiedźmy... w wykonywaniu małych zabiegów chirurgicznych - w sumie też niezbyt skomplikowana kwestia, a o ile bardziej przydatna!
Tu poszło raczej o podgatunki biegacza skórzstego - a to już nieco bardziej zawiła materia!

PS. Ja na pewno nie jestem na bieżąco, więc proszę o rozszyfrowanie skrótów, o ile to możliwe:

Polecam lekturę 2 wydania tomu 2 FHL str. 36, CPC - t. 1 str. 186 - 187 oraz KfP - t. 2 str. 20 - 22.

To nie była teza, tylko retoryczne pytanie !

Wujku Adamie!
Nie wiem, dlaczego tak uparcie i bezkrytycznie przyjmujesz podział Carabusów zaproponowany przez Deuve? Pozostając z pełnym szacunkiem dla tego autora uważam, że niepotrzebnie i bezzasadnie wprowadził sporo zamieszania (szczególnie w podrodzaju Morphocarabus!). Sprawa statusu wielu podgatunków rzeczywiście jest bardzo dyskusyjna i długo jeszcze nie będzie rozwiązana. Wymieniając 2 tom FHL na myśli miałem jego drugie, poprawione wydanie (z 2006 roku!). Aby precyzyjniej wyjaśnić sprawę zasadności wyróżniania podgatunków zmuszony byłbym odwoływać się do wielu publikacji o charakterze rewizji (szczególnie polecam publikacje autorów dalekowschodnich z ostatnich kilku lat!), a z pewnością przyznasz, że to nie jest miejsce na takie dywagacje. Jak przypuszczalnie zauważyłeś, w wykazie zalecanego piśmiennictwa nie wymieniłem jednego z podstawowych opracowań europejskich gatunków z rodzaju Carabus - tzw. "cegły" (Turin H., Penev L., Casale A. (red.), 2003, The Genus Carabus in Europe. A Synthesis, Fauna Europaea Evertebrata, No 2), bowiem zawiera sporo błędów (była o tym mowa na ostatnich dwóch sympozjach karabidologicznych).
W załączeniu wykaz biegaczy świata opracowany przez B. Brezinę.

PS
KfP zacytowałem aby wskazać, że C. coriaceus rugifer Kr. wymieniany był z Polski już w XIX w.!

Zgadzam się w zupełności z Grzegorzem, takie handlowanie CITESAMI to już gruba przesada, taka osoba nie jest żadnym entomologiem. Niektórzy u nas już starają się walczyć, nie tak dawno temo jedno z Towarzystw zajmujących się ochroną przyrody wychaczyło w internecie gościa, który chciał sprzedać gabloty z owadami, miał tam m.in. Lucanus cervus, Rosalia alpina i chyba coś jeszcze co jest u nas chronione, Towarzystwu temu udało się go namierzyć pomimo, że był podany tylko mail i złożyło doniesienie o popełnieniu przestępstwa na policję, natrudzili się z tym mocno byli odsyłani przez policję i prokuraturę "od Annasza do Kajfasza" i wszystko było na dobrej drodze do umorzenia ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu i chyba nawet tak się to skończyło, nie wiem bo potem już nie śledziłem wiadomości w tej sprawie.

Znam sprawę - jak zwykle nie zostało wszystko powiedziana do końca. Oferowany do sprzedaży zbiór to pozostałość po jednym z wiekszych polskich entomologów. Wystawione gatunki pochodziły z poza Polski - z krajów gdzie nie są chronione. Zresztą jak pisał kiedyś Jacek Kurzawa wiecej szkody robi dla R. alpina wypalanie drzewa i jego wyworzenie niż samo łapanie. A towarzystwo się wygłupiło i dlatego potem ucichło. Co do CITESÓW - moze i gostek ma dojście do gatunków z dokumentami CITES - na terenie Tajlandii, Malezji itp. to jeden ze sposobów walki z nielegalnym handlem gatunkami chronionymi. Są bardzo wysokie kary za posiadanie nielegalnego CITESA a z drugiej sttrony są specjalne farmy gdzie gatunki chronione można kupić za niewielkie pieniądze i z legalnymi papierami. Czy to etyczne czy nie - pozostawiam bez odpowiedzi. Efekt jest taki że środowisko przyrodnicze nie jest penetrowane i niszczone a każdy kto chce się pochwalić może taki gatunek mieć. A swoją drogą gdyby tak w Polsce niepylaka, rozalię, kozioroga itd. ale byłby wrzask że to nieetyczne

Po tych dyskusjach odechciało mi się w ogóle rozmawiać o ochronie owadów , przepraszam ale mnie zemdliło


Po takich tekstach, mam wątpliwości czy się odzywać na forum?

Jarek, to co piszesz jest racjonalne, ale nieco na inny temat. Je nie wiem, czy hodowla jakichkolwiek rodzimych owadów jest w Polsce opłacalna, możliwa? Może musi się to zacząć od hodowli motyli na śluby, a potem ktoś spróbuje czegoś więcej? Oczywiście pozostanie problem czy jest to hodowla, czy podkradanie z natury (a tak bywa z hodowlami w Azji czy Ameryce)? Może powinny być to programy wzmocnienia populacji inicjowane przez instytucje naukowe i finansowane przez nie częściowo, pewnie jest możliwe uzyskanie zgód w ramach istniejącego prawa. W razie sukcesu można by to przekazywać w ręce prywatne? Ale tak czy inaczej wiąże się to z istnieniem warunków dla trwania silnej populacji w naturze, inaczej to traci sens. Cały czas w tym, co piszę podkreślam różnicę między zakazem handlowania, a nadawaniem statusu „chroniony”. Nie mam nic przeciwko pewnym zmianom prawa idącym w tym kierunku, ale najpierw chciałbym racjonalności w nurcie "ochroniarskim".
Mam świadomość presji cywilizacji na środowisko i właśnie stąd motywacja do udziału w tej dyskusji. Mnie przeraża wizja zamknięcia w betonowym świecie. Z jednej strony prze ku temu znaczna część społeczeństwa, ochocza w rozjechaniu Rospudy, która uznaje, że wystarczy założyć trawnik przed domem. Z drugiej jednak strony przerażają mnie "ekolodzy", którzy chcą mnie odciąć od przyrody murem przepisów, zakazów, straży, a zaraz drutem kolczastym, tłumaczących, że to dla dobra natury. (Pominę tu, że część z nich to zwykli dyletanci, część to dwulicowcy, a część z tego żyje. Podkreślam - część!) Chciałbym szukać wspólnie z innymi punktu równowagi. Czy to jest możliwe?

Witam
Z ogromnym i nieprzyjemnym zaskoczeniem przeczytałem post kolegi Roberta. Zastanawiałem się, czy mam zabrać głos w dyskusji, bo ostatnio Forum jest w coraz gorszej kondycji. Ale uznałem, że powinienem - także w imieniu moich kolegów - nauczycieli akademickich, którzy z opisem kolegi Roberta nie mają nic wspólnego. Jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym (panem z uczelni) i prowadzę m.in. zajęcia z entomologii leśnej. Po pierwsze - nigdy od moich studentów (podobnie zresztą, jak moi koledzy) nie żądałem przynoszenia owadów w gablotach. Studenci przynoszą je w kartonowych pudłach (często po piwie ). Po drugie - zawsze gorąco odradzam przynoszenia chronionych gatunków. Jeżeli się takie pojawiają w studenckich zbiorach, to są to zwykle najpospolitsze Carabusy. Po trzecie - wywalamy do kosza uszkodzone owady, pozostałe idą na ćwiczenia, sporo owadów przekazujemy nieodpłatnie nadleśnictwom, a także szkołom. Po czwarte - mam fundusze prywatne i z tematów badawczych na zakup szpilek i nie zniżam się do wzbogacania kosztem studentów. Jeżeli gdzieś w Polsce zdarzają się takie przypadki, to proszę, aby Kolega konkretnie je wskazał, a nie uogólniał!!! Tego sobie WYPRASZAM!!!. Poza tym dochodzę do wniosku, że kolega Robert ma jakąś traumę związaną z "panami z uczelni" i postanowił wszystkim tym panom dołożyć!
Co do kolegi Przemka - to informuję, że zdecydowanie nie pochwalm kupowania zbiorów (za taki zbiór zawsze obniżam ocenę do dostatecznej). Rzeczywiście kupywanie zbiorów niczego nie uczy. Ale jest to wybór mniejszego zła. Owady po przejściu przez ręce studentów w ramach zajęć nie nadają sie do pokazania w roku następnym. Gdybyśmy zrezygnowali ze zbiorów studenckich, to albo sami musielibyśmy zbierać te owady (Uczelnia na takie rzeczy nie daje delegacji), albo pokazywać zdjęcia (co było by udawaniem uczenia). Kiedyś przyjmowaliśmy wyłącznie własnoręcznie zebrane owady, ale studenci i tak je kupywali podpinając swoje etykiety. Pozwoliliśmy więc na ograniczony zakup zbiorów. Niestety, coraz więcej studentów kupuje zbiory (ok 50%) i poważnie zastanawiamy się nad ograniczeniem tego procederu.
Podsumowując. Odnoszę wrażenie, że Kolegom łatwo nas krytykować, kiedy samemu siedzi się z boku. A już niedopuszczalne są wszelkie uogólnienia.
pozdrawiam

Bo czym by była entomologia bez moralności?

Dwa tygodnie mnie nie było i oczom nie wierzę, tyle rzeczy sied zieje, taakie dyskusje, chyba wszystkim się sejmowa atmosfera udzieliła

Kolejny raz: nazwiska! Takie pisanie, że ktośtam, że cośtam to jest zwyczajne przyzwolenie na taki proceder.

Lista z Krakowa i tyle

Zbiory sprzedaje się po 100-150 i więcej - noo to niezły biznes byłby z tego


To po ile sprzedałeś w zeszłym roku do Warszawy, bo w stolicy takie ceny


Wujek Adam
A co do zasadniczej części dyskusji:
Kolejne zdziwienie Myślałem, że choć wśród wypowiadających się w tym wątku owadoznawców jest jako-taka znajomość prawa Przykre, że Jacek Kalisiak musiał pisać o oczywistości, jaką jest zakaz przywozu do Polski gatunków u nas chronionych


Bo czym by była entomologia bez moralności?

Te słowa brzmią jak słowa Ghandiego z pyska pitbulla (nikogo nie obrażająć)

Adam, wytykac nikt tego nie musi, wiesz i przywozisz, czy to, że Jacek Kalisiak napisał, ze to zabronione coś u ciebie zmieni, tak samo bez papierów nie mozna nic żywego wwozić do kraju? coś Ci to znieni, zapewne nie, dla mnie też nie, więc po co głupoty pisać. Raczej nie należę do Twojej grupy kulturowej i w lasnie dla tego takich spraw nie rozumiem.
Zarzuci mi ktoś, różne rzeczy piszę i sam sie do tego stosuję, otóż nie, "trzepać" mi się zdarzyło chronione, takze w obszarac chronionych, ale z tego dumny nie jestem, raczej obojętny. walniesz mi gadkę, zę jestem moralnie nieodpowiedni do dyskusji?

Co do sprzedawania owadów- nigdy nie sprzedawałeś, i nie chodzi mi tu o Pragę?
Jakoś dziwnie przechodzisz, kiedy ci wygodnie z per Pan na Ty i odwratnie, to ma pokazywać twoje zmaiary wobec innych?

No Paweł dołożyłeś do pieca... ale w tym przypadku zgadzam się... przecież część gatunków zasilanych jest w DNA pochodzące z krajów ościennych... a co z migrantami z południa Europy?? ... niektóre zawisaki, rusałki?? ... nie mówimy przecież o gat. europejskich, których w Polsce nigdy nie było, tym bardziej o np. afrykańskich itd. Co np. teraz mamy powiedzieć o "programie" przewrócenia do życie P.apollo, który został "zmiksowany" z różnych ras geografocznych, a którym to tak niedawno się zachcycaliśmy na forum...
dlaczego mówimy o nie mieszaniu genów z różnych populacji z terenu kraju , bo to "bee"... ponoć mieszanie genów wzmacnia populacje... dlaczego np. w Dolinie Noteci nie można pobrać osobników z 1 chyba istniejącego stanowiska L.helle i rozprzestrzeniać ich wzdłuż doliny na inne izolowane stanowiska na terenie tejże doliny?? ... bo prawo zabrania... dlaczego "nieetycznym" byłoby "zasianie" np. Lymantria dispar w 'enklawach" wśród monokultur sosnowych wokół np. Piły, gdzie brak tego gatunku?? ... przecież to nie jest wina słabości w/w gat., które "wypadły" z tych terenów... bo rolnicy 50 lat temu przeorali Dolinę Noteci wzdł€ż i wszerz, albo leśnicy obsiali wsio wokół sosną... te gatunki były jeszcze 100-50 lat temu silnymi zapewne populacjami na tym terenie... to na czym w końcu polegać ma ochrona czynna przyrody?? czy na biernym zachowaniu resztek tego , co jeszcze nie zdechło?? ... to dlaczego np. Klub Przyrodników "programowo" przenosi chronione rośliny z terenów budowy dróg i obsadza nimi pobliskie podobne biotopy ratując roślinki przed zmiażdżeniem walcem... robią źle??? ... chyba NIE... to dlaczego nie robić tego z rodzimymi gatunkami owadów?? .... jaką wielką szkodę uczynimy środowisku przyrodniczemu kraju, gdy np. wrzucimy parę jaj brudnicy mniszki pobranych z populacji oddalonej np. o 50-100km od wybranego miejsca?? ... bank genów zgupieje od tego?? ... jest do rozwiązania problem:... czy czekać kolejne 50-100 lat na odnowienia populacji w wyniku ich naturalnej ekspansji, czy pomagać naszej krajowej matce naturze "sztucznie" acz rozsądnie... czy nikt kto przeglądał "Atlas rozmieszczenie motyli dziennych w Polsce" J.Buszki, nie zadał sobie pytania: Jak akurat w Toruniu zachowału się "izolowane" stanowiska np. Colias myrmidone, Pseudophilotes baton, Aricia artaxerxes (w Poznaniu też jak i następne), Pyrgus carthami czy Pyrgus serratulae ... coś mi to pachnię "ręką bożą" ... ale czy to źle?!............

Powtórka z biologii:

Są w Polsce miejsca, których naturalny charakter nie zmienił się od wieków. Pod względem różnorodności przyrodniczej Polska zajmuje w Europie miejsce uprzywilejowane. Z jednej strony nasza gospodarka rolnicza była mniej intensywna niż w innych krajach Europy Zachodniej, stopień uprzemysłowienia średni, a infrastruktura dość słabo rozwinięta; z drugiej strony naturalne ekosystemy oraz dzikie gatunki grzybów, roślin i zwierząt.

Jednym z najważniejszych obszarów gdzie zachowały się naturalne ekosystemy leśne jest Pasmo Łysogórskie - wyspa mało zmienionych przez człowieka lasów położona w centrum silnie przekształconych Gór Świętokrzyskich. Niespotykane walory estetyczne i naukowe tego pasma górskiego zauważono już w początkach XX wieku. Utworzono wtedy pierwsze rezerwaty przyrody chroniące lasy pierwotnej Puszczy Jodłowej. Rząd Polski wyłączył teren Parku z działalności gospodarczej, aby zachować go w niezmienionym stanie dla badań naukowych oraz zwiedzania i wypoczynku. Nie jest możliwa jednoczesna i bezkolizyjna realizacja tych dwóch celów. Osoby zwiedzające Park mogą przebywać tylko na wyznaczonych obszarach. W Parku istnieje ponad 30 km szlaków pieszych, które umożliwiają w ciszy i czystym powietrzu poznanie wszystkich najbardziej interesujących miejsc.

Naturalne drzewostany Puszczy Jodłowej w tym jedlina polska - zespół leśny występujący tylko w Polsce. Dzięki istnieniu tego zespołu ŚPN został włączony do Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000 - systemu chroniącego najcenniejsze elementy przyrody Europy. Tutaj podobnie jak w Białowieskim Parku Narodowym możemy zobaczyć jak wyglądała pierwotna puszcza. Podstawową różnicą między lasami gospodarczymi a lasami w parkach narodowych jest występowanie dużej ilości martwej materii organicznej. Dzięki objęciu ochroną ścisłą, która polega na zakazie wszelkiej ingerencji człowieka, w lasach ŚPN występują licznie gatunki bardzo rzadkich owadów, grzybów i mszaków, których egzystencja jest uwarunkowana istnieniem dużej ilości rozkładającego się drewna. Świętokrzyski Park Narodowy słynie wśród przyrodników jako ostoja cennych gatunków związanych z martwym drewnem. Jest to atrakcja na skalę europejską. Sławiona przez Stefana Żeromskiego Puszcza Jodłowa jest znana także z okazałych drzew. Najpotężniejsze jodły i buki rosną na Łysej Górze a najokazalsze modrzewie na Chełmowej Górze.

Cytat z:

http://www.swietokrzyskipn.org.pl/co_zwiedzac.html

Las Pilczycki do przeprowadzki

Janusz Krzeszowski 2008-07-06, aktualizacja: 2008-07-06 18:51:15

Prawdopodobnie w połowie września w Lesie Pilczyckim zostanie przeprowadzona po raz pierwszy w Polsce skomplikowana operacja ekologiczna.

Przebiegać będzie tamtędy autostradowa obwodnica Wrocławia, a teren ujęto w programie Natura 2000.

Operacja ma polegać na przeniesieniu 13 drzew liczących setki lat. Spróchniałych, ale jak tłumaczą eksperci, wcale nie mniej ważnych przyrodniczo niż te żywe.
- Trzeba będzie podciąć korzenie, potem wyciągnąć z ziemi dźwigiem. A na końcu przewieźć na platformach do Doliny Widawy i tam wsadzić w ziemię, tak aby nie zagrażały ludziom - mówi dr Krzysztof Świerkosz, przyrodnik z Uniwersytetu Wrocławskiego.

W spróchniałych konarach dębów żyje bowiem ponad tysiąc półcentymetrowych owadów. To pachnica dębowa i kozioróg - cenne przyrodniczo i chronione. Pierwszy z nich żył w pierwotnych lasach sprzed kilku tysięcy lat. Jest jedynym tak dobrze widocznym i żyjącym owadem z tamtego okresu. Przeprowadzka jednego drzewa to koszt nawet 10 tys. zł.

Budowa obwodnicy wiąże się jeszcze z innym ekologicznymi wyzwaniami.
- Trzeba też przenieść drzewa z dziuplami ptaków, które zostawiliśmy w wyciętym pasie. I zasadzić tyle samo drzew, ile zostało wyciętych, w innym regionie - opowiada Joanna Wąsiel z wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Z oczek wodnych wyłowione zostaną płazy. Stawy zostaną zasypane i odtworzone w innym miejscu.
Budowa obwodnicy pochłonie 7 proc. ze 110 ha Lasu Pilczyckiego. W wielu miejscach będą korytarze pod drogą dla płazów i innych zwierząt. Aby ptaki nie zderzały się z samochodami, drzewa będą oddalone od drogi o kilkanaście metrów. W Dolinie Widawy, gdzie inwestycja prowadzi przez korytarz ekologiczny, na odcinku 400 m droga zostanie poprowadzona kilka metrów nad ziemią. Tam też zostaną zamontowane ekrany, które będą chronić nietoperze. W Lesie Zakrzowskim powstanie pierwszy w Polsce tunel, obsadzony trawą i roślinami.

Na terenach przeznaczonych pod drogę archeolodzy ratowali też cmentarzysko z okresu kultury łużyckiej. Wcześniej wykupionych i zrównanych z ziemią zostało blisko tysiąc ogródków działkowych w rejonie ulic Szczecińskiej, Pełczyńskiej, Polanowickiej i Meliorańskiej. Wszystkie tereny są już gotowe do przekazania inwestorowi. Jak zapewnia Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, ma być on wyłoniony w ciągu dwóch, trzech tygodni.

http://polskatimes.pl/gazetawroclawska/ ... .html.html

Cenne chrząszcze na terenie przyszłej obwodnicy

mag 2008-07-25, ostatnia aktualizacja 2008-07-25 19:22

Budowa mostu autostradowego na Rędzinie rozpocznie się dopiero jesienią. Firma Mostostal, która w maju podpisała umowę na realizację inwestycji, kończy na razie projekt przeprawy. Musi też czekać do września, by przenieść chrząszcze z terenu przyszłej obwodnicy.
Żeby wybudować most, trzeba będzie wykarczować około 6 ha Lasu Pilczyckiego. Wśród drzew przeznaczonych do wycięcia są też takie, w których żyją kozioróg dębosz i pachnica dębowa. - To cenne gatunki chrząszczy - mówi Mirosław Okińczyc z firmy Akszak Consulting, która przygotowała raport oddziaływania na środowisko projektowanej Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. - Owadów tych jest stosunkowo dużo w Polsce, ale tylko w Polsce. Dlatego Europa życzy sobie, żeby je chronić.

Chrząszcze zamieszkują czternaście drzew na trasie przyszłej obwodnicy. - Teraz jest okres lęgowy tych owadów. Dlatego drzewa będzie można wyciąć dopiero we wrześniu, by przenieść je wraz z chrząszczami dalej od trasy - mówi Joanna Wąsiel, rzeczniczka Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Wykarczowana część lasu będzie odtworzona na Rędzinie. - Na pobliskich łąkach posadzony zostanie nowy las. Będą to te same gatunki drzew, które rosły w Lesie Pilczyckim - mówi Okińczyc.

GDDKiA zapewnia, że problem z chrząszczami nie opóźni budowy mostu na trasie AOW. Nim na Rędzin wjadą koparki, Mostostal i tak musi jeszcze przygotować projekt wykonawczy przeprawy. - Firma zrealizowała już wstępne prace geodezyjne, by wytyczyć miejsca, gdzie staną podpory mostu. Urządziła też zaplecze budowy. Wybiera dostawców materiałów i usług - mówi rzeczniczka Dyrekcji.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751 ... dnicy.html

1

Ze nie da się uratować ślimaków i motyli- trudno trzeba pamiętać ze ratujemy cale siedlisko a nie 1 motylka czy ślimaczka


ratujemy całe siedlisko, a nie 1 kwiatek czy trawkę (to o - powiedzmy - miłku i ostnicy). Nie ma co pisać lekceważąco że "trudno", bo fauna muraw jest równie cenna i obfitująca w zagrożone, południowe elementy, jak choćby pająk gryziel stepowy Atypus muralis, piewik pstroskrzydły Cicadetta podolica, czy chrząszcze cudzich brunatny Pseudocleonus grammicus i ziołomirek stepowy Donus nidensis (i setki innych). Są one często o wiele rzadsze i bardziej zagrożone, niż miłek, wężymord i sierpik. Oczywiście, jeśli zginą (zarosną) murawy, zginą również i te owady. Ale jeśli te murawy mają być chronione przed zarastaniem za pomocą ognia, to musi to być zrealizowane z największą ostrożnością i wyjątkowo drobiazgowym rozplanowaniem (wypalanie jakimiś kwaterkami, pod kontrolą?). I raczej jako alternatywa dla wypasu, który chyba powinien być podstawową (bo bezpieczną) metodą, przynajmniej tam gdzie się da? Tymczasem takie podejście jak powyżej to "roślinocentryzm" czystej wody

chodzi mi też o to, żeby nie legitymizować nielegalnego podpalania traw na wiosnę. Co do "braku kasy za wypas bo na Ponidziu takie wielkie powierzchnie", to kasa leży wręcz na ulicy, bo murawy kserotermiczne są siedliskami priorytetowymi. Gdyby ktoś napisał na te murawy naprawdę dobry projekt do LIFE-u (powiedzmy coś przypominającego skalą i rozmachem projekt Klubu Przyrodników dla ochrony torfowisk bałtyckich), mógłby tam wiele zrobić na początek, a w skali długoterminowej pociągnęłyby to dopłaty rolnośrodowiskowe. Wypas owiec, kóz, wycinanie krzaków, co chcecie. Chłopi będący właścicielami tych faktycznie marnych pastwisk, oraz instytucje i organizacje zarządzające rezerwatami pławiłyby się w kasie. Może wtedy te pożary nie byłyby potrzebne, ale jeśli nawet, to też byłaby kasa z LIFE (z dopłat rolnośrodowiskowych chyba na pewno nie, co więcej groziłoby to ich utratą).

BTW, Ptyś, jak wygląda obecnie stan Skorocic? Jesteś tubylec to na pewno wiesz? To w końcu jeden z najciekawszych rezerwatów kserotermicznych w Polsce (bo nie tylko murawy, ale też kserotermofilna fauna, no i geomorfologia - kras gipsowy, jaskinie). Czy jest tam realizowana jakaś ochrona czynna? Jak jest z zarastaniem muraw przez zarośla? I czy w maju jest tam już coś ciekawego, poza zeschniętymi badylami z zeszłego roku? [to ostatnie pytanie ma charakter turystyczny ]

Czasami lubię wcielić się w rolę advocatus diaboli - to pobudza do mylenia i ukazuje, że większoć spraw jest bardziej skomplikowanych niż się wydaj? z pozoru.

A więc:
OK - a jaki zapis powinien się znaleĄć w rozporz?dzeniu?

he he - nie mam przed soba ustawy ale jesli pamięć mnie nie zawodzi to bodajże konstrukcja prawna art 48 ust 2 i 49 ust 2 jest delegacj? prawn? do wydania rozporz?dzenia i dobrania do właciwych gatunków i rodzin? rodzajów? sorki nie pamiętam zakazów sporód wymienionych w art 51 i 52 wraz z odstępstwami wymienionymi w kolejnych artykułach - czyż nie tak? wiec jest delegacja ustawowa aby dla każdego gatunku czy rodzaju wprowadzić odpowiednie zakazy i nazkazy. Zostało to za to koncertowo spiep... na etapie rozporz?dzenia. Bo o ile trudno komu uwierzyć że przypadkowo znalazł skórę żubra to już ze zmij? bym polemizował
Co do absurdów - to po co w takim razie tworzyć prawo dla samego tworzenia?
W przypadku piór na pewno jest sens wył?czyć je z zakazów, bo osób, które zbieraj? i posiadaj? pojedyncze pióra jest wieeeele (zawsze należy podkrelać, że chodzi o pojedyncze pióra, a nie np. fragmenty skrzydeł). Ale czy należy wprowadzać na poziomie ustawowym wyj?tki dla osób zbieraj?cych trzmiele stuknięte przez samochody czy pokrywy chrz?szczy?

Sorki tym razem ja za szczeroć - ale jakim prawem deprecjonujesz entomologów? - czyli co Ci co zbieraj? pióra mog? miec regulacje "na poziomie ustawowym" a ci co owady to nie? Czyli co ornitolog może a entomolog nie? wybacz ale tu Twoje rozumowanie wydaje mi się dziwne.
wielu bowiem moich kolegów zbiera owady - wiele gatunków chronionych ginie w ilosciach masowych na drogach, w pułpkach pozostawianych przez idiotów w lesie w postaci pustych butelek. Wiec ja się pytam czym znalezienie buteliki "wypchanej" martwymi biegaczami rózni się od znalezienia piór?
Wiem oczywicie mozna tu użyć argumentu typu że do wyginięcia owadów przyczynili się kolekcjonerzy i zbieracze - tylko czy aby na pewno? przykład nadobnica alpejska - co z tego ze przyjdzie kolekcjoner i złapie kilka osobników dorosłych jak całe zasiedlone wałki id? na przemiał do retort? Poza tym jeli nie byłe w Pradze czeskiej odbywa się giełda entomologiczna - warto sie przejechać pogadać z handlarzami - większoc z nich prowadzi hodowle co rzadszych rarytasów - bo im się po prostu tak opłaca. Z rodowiska naturalnego pozyskuj? 2-3 pary i prowadz? chodowle w domu - tak jest taniej ekonomicznie. A w polskich warunkach s? to raptem trzy - cztery gatunki które maj? "wzięcie" na giełdzie. Nik nie bedzi chodował w Polsce jelonka bo pojedzie na południe Europy i tam w każdym pierwszym lesie dębowym nałapie do bólu. Poza tym na licie znajduj? sie gatunki które ostatni raz kto widział 80 lat temu.

1

Do poczytania:
Puszcza Białowieska puszcza SOS

Ratujmy Puszczę Białowieską!
Puszcza Białowieska to ostatni naturalny las na Niżu Europejskim. Nigdzie w Europie takiego lasu już nie ma. To las, który powstał bez udziału człowieka, i w którym od tysięcy lat trwają naturalne procesy przyrodnicze. Bogactwo przyrody i sława tego położonego na pograniczu Polski i Białorusi, wyjątkowego lasu nie zapewniły mu jednak skutecznej ochrony. Tylko 17% obszaru polskiej części Puszczy Białowieskiej chronione jest w formie parku narodowego. Na pozostałym obszarze Puszczy Białowieskiej trwają wyręby, w tym również w bardzo cennych drzewostanach.

W lipcu br. Prezydent RP powołał zespół do opracowania projektu ustawy regulującej status dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego Puszczy Białowieskiej. Decyzje tego zespołu mogą przesądzić o losie tego skarbu narodowego. Dlatego jest to najlepszy moment, aby zademonstrować społeczne poparcie dla idei trwałej i skutecznej ochrony Puszczy, jaką może zagwarantować tylko status parku narodowego na całym jej obszarze. Z tych względów organizacja WWF rozpoczyna akcję zbierania przez internet podpisów pod apelem do Prezydenta i Premiera w sprawie powiększenia parku narodowego na obszar całej polskiej części Puszczy Białowieskiej.

Puszcza Białowieska słynie z bogactwa fauny i flory. Stwierdzono tu około 1100 gatunków roślin, ponad 3000 gatunków grzybów, około 350 gatunków porostów i prawie 250 gatunków mchów. Świat zwierząt reprezentowany jest przez ponad 12 000 gatunków - w większości bezkręgowce (owady i inne stawonogi). Żyje tu 250 gatunków ptaków, w tym wszystkie gatunki europejskich dzięciołów, łącznie z tak rzadkimi jak dzięcioł białogrzbiety i trójpalczasty. Spośród 58 gatunków ssaków można spotkać w Puszczy rysia, a także największego ssaka Europy – żubra, których w polskiej części Puszczy żyje aż 350. Bez ochrony całej Puszczy Białowieskiej przetrwanie wielu gatunków zwierząt jest zagrożone. Np. dzięcioły są ściśle uzależnione od występowania martwych i zamierających drzew, usuwanych zwykle przez służby leśne.

Puszcza Białowieska przetrwała w dobrym stanie do I wojny światowej. Od 1915 roku rozpoczęła się jednak systematyczna, a czasami wręcz rabunkowa, gospodarka leśna na tym cennym obszarze. Obowiązujące od 1998 roku moratorium zabraniające wyrębu ponadstuletnich drzew i drzewostanów zostało zniesione. W konsekwencji degradacja Puszczy Białowieskiej trwa nadal, a jej bezcenne, przyrodnicze i kulturowe wartości giną bezpowrotnie.

Fauna - Na terenie łąk nowohuckich gnieżdżą się 34 gatunki ptaków. Są wśród nich gatunki uznane za zagrożone w skali Europy i wymienione w tzw. Dyrektywie Ptasiej UE. Są to derkacz, dzieżba gąsiorek oraz bączek który dodatkowo jest wymieniany w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Gnieżdżą się tu także dwie pary drapieżnych błotniaków stawowych. Dla kolejnych 16 gatunków łąki są ważnym obszarem całorocznego żerowania. Łącznie z migrującymi spotyka się tu do 63-69 gatunków ptaków. Tak bogaty zestaw ptaków związanych ze środowiskiem wodnym na tak małym obszarze jest unikalny w skali kraju. Bogactwo środowisk roślinnych znajduje odbicie w liczności owadów. Występuje tu rzadki w Polsce, zagrożony wyginięciem i chroniony motyl czerwieńczyk fioletek, którego larwy żerują na równie zagrożonym rdeście wężowniku oraz żerujące na krwiściągu lekarskim motyle modraszki. Ewentualna zmiana sposobu użytkowania łąk doprowadzi do zupełnej eksterminacji tych i wielu innych gatunków zwierząt i roślin.


Gdyby nie fotka obok, to bym myślała, że się pomylili z tym gąsiorkiem. Rzadki gatunek? Może kiedyś będzie, ale narazie się na to nie zapowiada... A dzierzba, to się przypadkiem nie pisze przez "rz", a nie "ż"? Nie wiem jak stoi sprawa z derkaczem i bączkiem, ale napewno nie są bardzo rzadkie, a błotniaki stawowe, to chyba najpospolitsze z błotniaków (być musi skoro widziałam je aż dwa razy, a pozatym z drapoli tylko myszołowa). Jeśli chodzi o owady, to nie będę komentować, bo nie znam się na tym, ale sporo modraszków ikarów lata sobie u mnie na działce.

W tym temacie chodzi chyba o tylko bardzo żadkie ptaki, które tylko od czasu do czasu pojawiają się w Polsce np. sęp płowy

PS Jakby co to nie chciałam cię urazić, tylko wyprowadzić z błędu

Konie w naturze nie używają olejków przeciw owadom


Oczywiście, i ja nie smaruje niczym konia, o ile nie jest MOCNO NADWRAZLIWY na ukąszenia owadów- a mojemu potrafia sie robić ciastowate opuchlizny wielkości dłoni, plus ropsko z oka i zapalenie spojówek na maksa, więc to jest juz sytuacja wymagająca interwencji. Żadnego z poprzednich koni niczym na owady nie pryskałam, bo nie było potrzeby. Niestety folblutowi daleko do dzikiego konia, to rasa w wielu aspektach upośledzona i wymaga opieki.

Myślisz, że wywalenie zmęczonej klaczy po porodzie na zewnątrz gdzie ostatnio jest bardzo gorące bardziej ją zrelaksuje? Poza tym nie wiesz jakimi pastwiskami dysponuje asio i jaka pogoda jest u niej.


Skoro bierze sie za hodowle, to chyba dysponuje odpowiednimi pastwiskami dla klaczy ze źrebięciem? Od nadmiaru słońca świetnie chronia takie np DRZEWA, albo takie np WIATY.

gdzie klacze rodzą na pastwiskach na śniegu? bo ja się z tym nie spotkałam.


W bieszczadach hucuły w chowie tabunowym; koniki polskie takoż; i wiele szlachetnych koni tak jak i Tomek napisał i tak jak sie rodziły źrebięta w stajni Mistrza Polski w DRK, Rafała Ciesielskiego- mam nawet fotki źrebiąt na śniegu, tyle że nie cyfrowe a nie mam skanera.

3 dni w boksie dla klaczy po porodzie oznaczaja trudniejsze oczyszczenie (własnie ruch stymuluje inwolucje macicy), zastanie nóg, brak spożywania naturalnego pokarmu (co przekłada sie na jakość mleka); dla źrebięcia brak kontaktu z rówiesnikami (oczywiście są w stajni inne źrebięta, prawda? nie będziesz wychowywac go samego?) i ruchu, niezbędnego dla rozwoju całego ciała. To sa 3 bardzo wazne dni.

W stadninach, jak Dagmara pisała, przewaza ekonomia- tam się PRODUKUJE konie...I nie wszystko co robi Janów, jest dobre- widzieliście stajnie ogierów czołowych? Ja miałam szczęście czy nieszczęście zobaczyc Eukaliptusa jeszcze. Smutny, stareńki koń zamknięty w boksie i zapatrzony w okno...Przeciez ogier do PRODUKCJI czempionów nie może biegac po padoku...Także nie wszystko stamtąd nalezy kopiować.

wywalenie zmęczonej klaczy po porodzie na zewnątrz gdzie ostatnio jest bardzo gorące bardziej ją zrelaksuje


Wystarczy dać jej wybór, gdzie chce przebywać.

Ja rozumiem, że asio chce dla swoich koni dobrze, ale sama załozyła wątek o "uczłowieczaniu" i to rzeczywiście jest kwestia, która ją, jak widać z powyższego, dotyka bezpośrednio.

"Na całym świecie pszczoły znikają z uli. W Kanadzie i USA są miejsca gdzie dotyczy to 90% populacji. W ulu zostaje królowa i kilka robotnic - reszta znika .Zjawisko to dotarło podobno już do Polski. Podejrzenia kierowane są na : telefony komórkowe(zakłócenia orientacji), grzyby, opryski."

"Dominują przypuszczenia, wedle których owady te są osłabione pochodzącym z Australii wirusem i zabijane przez pyłki roślin modyfikowanych genetycznie, a dokładnie zawartymi w nich pestycydami. Byłaby w tym niezwykła ironia losu – oto rośliny GMO, które w zamyśle twórców miałyby chronić ludzkość przed widmem głodu, właśnie do klęski głodu mogą się przyczynić. Jest bowiem prawdą, że rośliny GMO są odporne na herbicydy (których zadaniem jest wybijanie chwastów), ale jeśli po ich zażyciu masowo umierają pszczoły, to okazać się może, że napełnianie spichlerzy zmodyfikowaną soją i kukurydzą może się okrutnie zemścić na ludzkości, skoro zabraknie jej owoców i warzyw, które stanowią ok. 30 proc. naszej diety (a także znakomitą część diety innych zwierząt). Taką hipotezę potwierdza rozkład geograficzny zjawiska CCD – w 2006 r. pszczoły masowo wyginęły w USA, gdzie uprawy GMO są najbardziej powszechne. Dopiero przymusowy import pszczół z Australii podsunął teorię o wirusie. Również Chiny, które nie stronią od GMO, doświadczają niezwykłych konsekwencji wyginięcia pszczół (w jednej z prowincji kwiaty owoców już zapyla się ręcznie)."
W latach `70 ub. w. (wtedy o żadnym GMO jeszcze nikomu nawet się nie śniło) obejrzałem w telewizorze film krajoznawczy o Japonii, narrator twierdził, że na skutek intensywnego używania chemicznych środków ochrony roślin w Japonii pszczoły zostały wytrute, fragment filmu pokazywał japońskiego ogrodnika zapylającego ręcznie

Jedni czują odrazę do włochatego pająka, inni obrzydzenie na widok muchy w zupie. Wstręt to nie fanaberia, ale naturalny mechanizm, który ma nas chronić przed zagrożeniem.
W przypadku awersji pokarmowych trudno szukać racjonalnych powodów, dla których stronimy od pewnych rzeczy. – Chociażby nasza europejska niechęć do jedzenia pędraków, dżdżownic i mrówek jest całkowicie irracjonalna. W społeczeństwach, gdzie wołowina lub wieprzowina nie jest tak łatwo dostępna, owady są bardzo cenionym pożywieniem....
O ile obrzydzenie do pożywienia nieświeżego można wytłumaczyć czynnikami biologicznymi, o tyle trudno zrozumieć, z jakiego powodu niektóre pokarmy, choć świeże, aż „rosną” nam w ustach.
Dlaczego flądra na jednej szerokości geograficznej, np. w Polsce, jest uważana za smakołyk, a na innej, np. w Nowej Funlandii czy na Labradorze, jest traktowana jako wyjątkowe ohydztwo nadające się tylko na nawóz do użyźniania ziemi? Czemu zsiadłe mleko, przysmak Słowian, wydaje się Arabom wyjątkowo obrzydliwe, a azjatycki specjał – oczy bawole – przyprawia o wymioty niemal każdego Europejczyka?
Odpowiedź na pytanie o źródła kulinarnego wstrętu usiłuje znaleźć psycholog prof. Paul Rozin z uniwersytetu w Pensylwanii. Jedno z jego doświadczeń opisał Krzysztof Szymborski w książce „Nauki o zachowaniu i mózgu”. Otóż prof. Rozin przygotował dla dwulatków ucztę z bardzo lubianego w Stanach masła orzechowego. Tyle tylko, że danie miało formę... psiej kupki. Co więcej, dla uwiarygodnienia, zostało doprawione dojrzałym serem francuskim, którego zapach dorosłym przywodzi na myśl toaletę. Cóż na to maluchy? Na oczach zdegustowanych dorosłych spałaszowały przysmak bez oporów (62 proc.), a jedna trzecia malców przegryzła jeszcze konika polnego. W 2003 roku u prof. Rozina spotkali się dorośli i dzieci. Tym razem „dr Wstręt” częstował badanych szklanką soku, z której demonstracyjnie wyławiał zwłoki karalucha. Najmłodsi uczestnicy eksperymentu bez oporów sięgali po napój, starsi z obrzydzeniem odrzucali propozycję jego skosztowania. Co więcej, złe wspomnienia prześladowały ich przez dłuższy czas i miały wpływ na wybór tego, co pili.

ciekawe.........

www.ozon.pl